4 września 2014

125. Paweł, 25 lat, Wrocław

Nago. Nie mam problemu ze swoją nagością mimo, że to czy owo bym w sobie poprawił. Nie jestem chodzącym idełem, ale też w miejscu gdzie nagość jest normalna nie widzę powodu abym się chował za tekstyliami. Nie rozumiem ludzi którzy mają problem z nagością np. pod prysznicem na basenie. Nagość zarezerwowana dla osoby najbliższej? Nie... niekoniecznie. Erotyzm owszem, ale nagość sama w sobie nie krępuje mnie przed nikim. Jestem przecież tylko sobą gdy jestem nagi... Jeśli kogoś razi obraz nagiego mężczyzny niech da mu imię mitycznego boga, a jak w dawnych wiekach zmieni się z pornografi w alegorię.

Lubię. W tym co lubię odstaję nieco od klasycznego spojrzenia na człowieka i jego strój. Nie zależy mi na pełnej wygodzie i swobodzie ruchów, nie zależy mi na tym by wyglądać zgodnie z najnowszymi trendami choć zawsze przed wyjściem z domu spoglądam w lustro. Lubię jak ubiór wyraża to co czuję, to czym się pasjonuję. Tą sylizację można nazwać przestylizowaniem, ale to właśnie ja. Lubię być dopięty pod ostatni guzik, uwielbiam chusty i apaszki, marynarki, jasny puder... Moje fascynacje krążą w epoce nowożytnej, a zwłaszcza w XVIII wieku. Nie zakładam może pończoch i pudrowanej peruki, ale samo nawiązanie do epoki oświeconej jest ukłonem w te czasy. Voltair pewnie też teraz słuchałby popu, Madame de Pompadour podążałaby za nowinkami z Vogue'a (o ile sama by go nie kształtowała), a Goethe znalazłby sentyment do kobiety z odkurzaczem. Osiemnaste stulecie to stan umysłu, a nie zamierzchłe czasy...
Nie jest to zdecydowanie strój codzienny, ale gdy mogę przyodziać się do opery, teatru czy na event modowy sprawia mi to dużo przyjemności czucia się sobą. Swobodnie w nieswobodzie.

Nie lubię uczucia, że straszę ludzi na ulicy bo złapałem pierwszą lepszą rzecz która leżała na wierzchu, a uczesałem tylko przód bo tyłu i tak przecież nie widać. Nie lubię czuć się zaniedbany bo kajarzy mi się to z chorobą. Nie lubię także jak nie połucham siebie i założę coś, na co dziś nie mam ochoty i cały dzień denerwuje mnie strój na mnie... I najważniejsze. Nie lubię bardzo jak ktoś obraża kogoś, kto wyglądem wyraża siebie lecząc jedynie kompleks własnej nijakości...

5 maja 2014

124. Kamila, 18 lat, Wałbrzych

Nago czuję się wolna. Wtedy jestem naprawdę sobą, bez maski, którą na co dzień zakładamy. Nie wstydzę się nagości. Jest to coś ludzkiego, tak właśnie nas stworzono. Najlepsze co może być to czas gdy mogę chodzić nago po plaży, lesie, domu albo chociaż tak spać.

Lubię ubrania, w których czuje się luźno, które mnie nie ograniczają. Lubię też gdy mogę wykorzystać ubrania na różnie okazje, takie jak bal, spotkanie ze znajomymi czy zakupy. Przy okazji lubię również czuć się kobieco i pokazywać swoje atuty, w końcu po coś je mam. Wszelkie sukienki i spódnice to coś co kocham, choć legginsami i tuniką też nie pogardzę.

Nienawidzę rzeczy które nie dają mi pełnej swobody ruchu, w których czuję się jak w kajdankach. Mimo, że dodają nam kobiecości nie lubię szpilek i innych obcasów. One po prostu męczą!

5 lutego 2014

123. Karolina, 28 lat, Wrocław

Nago to znaczy naturalnie, bo naga się urodziłam, ale teraz jako osoba dorosła, tylko sama przed sobą potrafię się bez zażenowania rozebrać. W innych przypadkach jest mała bądź większa bariera. Jednak zauważyłam, że z roku na rok coraz mniej wstydzę się siebie, choć czasem to jest ciężkie, bo kompleksów mi nie brak, w końcu nie młodnieję :) Odkąd zaczęłam chodzić na sauny, nagość jest dla mnie bardziej akceptowalnym elementem ludzkiej natury. Najważniejsze, że akceptuję się w większości, bo wiem, że jak tylko tego zapragnę, poprzez ruch i ćwiczenia mogę zmienić swoje ciało tak, abym pokochała je jeszcze mocniej.
Nagość jest też dla mnie pięknem, które mogę podziwiać na zdjęciach, tylko trzeba ją odpowiednio przedstawić bądź „złapać”. Uważam, że w każdym z nas znajdzie się szczegół warty utrwalenia.

Lubię czuć swobodę ruchów, kobiecość z lekkim pazurem. Tym pazurem jest ostatnio zrobiony tatuaż, który nie tylko przypomina mi o ciemnych stronach życia, ale przywraca pozytywne wspomnienia z dzieciństwa, gdy wszystko dookoła jest beztroskie, kolorowe. Czuję, że miałam wiele wspólnego ze swoim bratem – długie włosy, rockowa muzyka, skóra i pogo do rana! Choć czerń, szary, ciemny brąz, to kolory, z którymi utożsamiam się od dawna, to inne kolory, żywe i kojarzące się z radością, odgrywają dużą rolę w moim życiu. Przypominają, że życie nie składa się tylko z czarno-białych chwil, tyle, że w nie ubieram się najczęściej latem.

Nienawidzę za małych i ciasnych ubrań. Czuję się i wyglądam jak świnka opleciona sznurkiem. W życiu też nie lubię ograniczenia, zawężenia. Wierzę, że cytując zespół Akurat „można widzieć szerzej”.

24 stycznia 2014

Czwarta świeczka na torcie

Czas sobie płynie banalnym tik-tak... i minęły już 4 lata od publikacji pierwszego wpisu. Szybko zleciało. Szczerze mówiąc nie wiadomo nawet kiedy.

Poprzedni rok charakteryzował się sporym zastojem na blogu. Nie oszukujmy się, trzy wpisy to nie jest dużo. Niestety, przytłoczony nawałem pracy nie miałem czasu odpowiednio się nim zająć. Trochę też „pomogło” w tym Google, które uznało, że zdjęcia tu zamieszczane nie mogą być ot tak pokazywane. Blog otrzymał kategorię +18, a na jakiś czas zupełnie zniknął z wyników wyszukiwania. To dość mocno odebrało mi chęć prowadzenia projektu. Człowiek się stara, zaprasza ludzi, przeprowadza sesje zdjęciowe, a te bezduszne oszołomy ot tak, jednym klikiem niweczą cały wysiłek. No cóż...

Widzę, że hasło „moje uniformy” powoli odzyskuje swą pozycję w wyszukiwarkach. To cieszy bo wiele osób zaglądało tu wpisując te dwa słowa w googlach. Liczba odwiedzin rośnie choć poziomu z grudnia 2012, kiedy w jednym miesiącu odwiedziło blog 125 tys. osób to chyba jeszcze przez jakiś czas nie osiągniemy ;)

Dostaję od Was coraz więcej zapytań o możliwość wzięcia udziału w projekcie. Cieszy mnie to ogromnie, nawet nie wiecie jak bardzo. Jeszcze raz zapraszam wszystkich niezdecydowanych i wahających się. Wpadajcie śmiało, atmosfera jest sympatyczna, zdjęcia będą dla Was świetną pamiątką, a świadomość udziału w czymś nietypowym i może nieco zwariowanym też jest ważna :)

Pozdrawiam wszystkich mając nadzieję, że rok 2014 przyniesie więcej wpisów. Piszcie na adres e-mailowy podany w bocznym pasku. Zgłaszajcie się, nikt nie zostanie odrzucony.

14 stycznia 2014

122. Jagoda, 21 lat, Wrocław

Nagość, mimo bycia nią bombardowanym, wywołuje we mnie odczucie wstydu. Być może nie mimo, lecz właśnie dlatego. Moja nagość jest przewrotna – bezczelna w swojej oczywistości i zarazem nieśmiała, choć nie niewinna. Pełni rolę kostiumu odwracającego uwagę od najskrytszych myśli, choć nie potrafi zamaskować cech charakteru.

Lubię nonszalanckie łamanie konwencji, których jednak jestem świadoma – liczy się frajda. Klasyka tak, owszem, ale tylko z przymrużeniem oka i bez ślepego hołdowania.

Nie lubię (oj, bardzo) wymuszonej kobiecości. Pewne stroje mają nadawać nam atrybuty, określać to i tamto... Akurat ja jestem dziewczynką uwięzioną w ciele dość kobiecym i i nie znoszę przypisywania mi także kobiecego stanu świadomości, a więc i tych śmiesznostek niby jej wtórujących, jak szpilki, rajstopy, czy sukienki. A fu!

19 sierpnia 2013

121. Sebastian, 25 lat, Trzebnica

Nago. Nie ma problemu. Głównie kojarzy mi się z zajęciami z rysunku czy malarstwa, gdzie to oswoiłem się do nagości, doceniłem jej piękno. Nie wiem czy wygodnie mi nago. Na pewno tak się wygodnie śpi latem. Nie wstydzę się siebie w saunie, pod natryskami czy przed kobietami godnymi zaufania.

Lubię swoje ubrania. Nie zważam zbytnio na to co na sobie mam. najczęściej jest to t-shirt i jeansy. W pracy są wygodne bojówki. Nie czuję się skrępowany w garniturze. Nieważne czy zestaw jest luźny i swobodny czy dopasowany. Nie przeszkadza mi długa i gęsta broda. A zimą jest nawet praktyczna przy wietrznej pogodzie. Legenda głosi że istnieją kobiety, które lubią facetów z zarostem. Jedyne co noszę i ma dla mnie znaczenie to zarost...

Nie lubię się golić. I co się z tym łączy, być ogolonym. Osobiście uważam że nie wyglądam poważnie bez najmniejszego zarostu.

11 kwietnia 2013

120. Jacek, 36 lat, Warszawa

Nagość jest dla mnie czymś naturalnym. Jako naturysta z krwi i kości nie odczuwam wstydu na plaży naturystycznej, w saunie czy w przebieralni na basenie. Dla mnie opalanie skrawków materiału (zwanych strojami kąpielowymi) jest chore. Zabrzmi to dziwnie i nadęcie, ale bardziej podobam się sobie nago niż w ubraniu. Pewnie wynika to z faktu, że jestem dość przeciętnej urody, z czego w pełni zdaję sobie sprawę. Za to bez ubrania, dzięki pewnym prostym „trickom”, widocznym zresztą na zdjęciu, odróżniam się wyglądem od typowego obrośniętego polskiego samca alfa, co mi niezwykle odpowiada. Tak jak i w innych aspektach życia tak i w kwestii nagości bardzo nie lubię działania na pół gwizdka, typu „rozbiorę się do naga, ale zakryję wacka ręką, jak w hamerykańskich filmach”. Uważam, że jak już coś robić to na 100%.

Lubię luźne ciuchy. Od lat nastoletnich jestem pod ogromnym wrażeniem sposobu ubierania się i noszenia Afroamerykanów, Jamajczyków, Afrykanów. W zasadzie czego nie założą to im dobrze. Białych to niestety nie dotyczy, ale i tak najlepiej czuję się w szerszych spodniach i luźnej bluzie z kapturem. Jako osoba całkowicie antysamochodowa latem dużo przemieszczam się rowerem, i wtedy moim ulubionym zestawem są... spodenki do kolan i klapki. Nie rozumiem jak ludzie mogą w tak ogromne upały nakładac jeszcze pod spód majtki. Jestem przeciwny noszeniu biżuterii przez mężczyzn i epatowania zegarkami na przegubie dłoni, a jedynym „przeskadzaczem” na ręku często bywa u mnie frotka w barwach rasta (ale jednocześnie i w barwach kilku zachodnioafrykańskich krajów). Aha, zimą podobam się sobie opatulony szalikiem dookoła szyi, bo świetnie przykrywa ślady mojej porannej walki z zarostem.

Nie lubię wszelkiej odzieży ze skóry i skaju (nie odróżniam tych materiałów), bo kojarzą mi się z harleyowcami, rockiem, białym rasizmem, rykiem motocykli, a wszystkiego tego po prostu nienawidzę. Z lat dzieciństwa pozostała mi ogromna niechęć do sweterków typu serek, bo przez 4 lata chodzenia do podstawówki mama z uporem maniaka ubierała mnie właśnie w taki jeden szarawy serek i akurat tak wypadało, że podczas klasowych zdjęć zawsze w nim byłem. Jesienią, zimą i wczesną wiosną, gdy na dworze zimno, nie eksperymentuję ze zdrowiem i wkładam pod spód bieliznę, ale nigdy slipy. Nie rozumiem jak można chodzić w ciasnych majtkach. Ja muszę mieć luz, żadnego ucisku, czyli luźne bokserki. Slipy (kąpielówki) tylko na basen. Nigdy nie założyłbym też sandałów. Na rowerze, na basenie, na wakacjach, wczasach pod gruszą, jak najbardziej pasują klapki. W innych miejscach panowie nie powinni pokazywać swoich stóp.

13 lutego 2013

3 lata, 3 tygodnie i 3 dni.

No tak, 20 stycznia minął i rocznica umknęła mi jakoś w ferworze pracy. Zawsze tak mam, nawet o swoich urodzinach zapominam. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, przynajmniej trójkowo się zrobiło :)

Pozdrawiam wszystkich czytelników i oglądaczy, a przede wszystkim uczestników projektu. Siebie też pozdrowię, a co mi tam ;) I oby chętni dopisywali bo przecież nikt z nas nie chce żeby to się skończyło.

Niezdecydowanych i wahających się zapraszam, przy okazji jakieś inne zdjęcia Wam zrobię, chociażby legitymacyjne :) A już na pewno fajny portret na pamiątkę. No i kawy się napijemy, pogadamy. Nic tylko przyjeżdżać.

9 lutego 2013

Google kreuje internet?


Wygląda na to, że tak. Oto wyniki wyszukiwania hasła "Moje Uniformy":

BING - http://tinyurl.com/bzh4zsb - 1 miejsce
ALTAVISTA - http://tinyurl.com/azn7juw - 1 miejsce
GOOGLE - http://tinyurl.com/ba9xwkp - WTF?????

To jednak spore przegięcie. W googlach w zasadzie nie ma czegoś takiego jak projekt MOJE UNIFORMY!

Nie chodzi tu tak naprawdę o mojego bloga, chodzi o to, że oni sobie mogą "wymazać" z internetu praktycznie dowolną firmę, projekt, cokolwiek uznają za stosowne.

Ludzie, udostępnijcie ten post na fejsbukach, twitterach itp., niech Wasi znajomi też się o tym dowiedzą. Won z cenzurą i dyskryminacją w Internecie!

Używajcie alternatywnych wyszukiwarek!

6 lutego 2013

119. Anna, 30 lat, Gliwice

Nagość to naturalność. Tak zostaliśmy stworzeni, tak chodziliśmy po ziemi bardzo długo. Tak dalej nosi się wiele ludów, które nie znają sztucznego wytworu, jakim jest cywilizacja i wstyd. Wyzwoliłam się ze wstydu nagości. Akceptacja własnego wyglądu daje mi zadowolenie i chęć używania ciała jako środka wyrazu w rozmaitych projektach. Bo przecież to wszystko, co mamy. Umysł i osobowość, która wyraża się poprzez ciało, nagie bez masek, w prawdzie. I mimo, że chwilami napotykam na pewne jego ograniczenia fizyczne to staram się żyć w harmonii ciała i umysłu. Nie walczę. Akceptuję.

Lubię zabawę kolorami to jak malowanie siebie. Lubię łączenie barw na zasadzie kontrastu lub mocnego akcentu kolorystycznego do stroju. Najlepiej czuję się w ciuchach podkreślających kobiecość – wszelkich sukienkach i spódnicach. Szczególnie letnich, z delikatnych i zwiewnych tkanin, ale czasem także eleganckich, wieczorowych. Oczywiście obuwie na obcasach. Nieodłącznym elementem mojego imagu jest również biżuteria. Często kolorowa, unikatowa, dzwoniąca, wpadająca w oko.

Nie lubię i z trudem toleruję sztywność i formalność. Koszule, marynarki, spodnie na kant to ubrania, których mam najmniej, i w których staram się chodzić jak najrzadziej. Ograniczają ruchy i sprawiają, że zamiast pewniej czuję się jak przysłowiowy „słoń w składzie porcelany”. Także wybór miejsca zatrudnienia uzależniam od dress codu w nim panującego. Nie wytrzymałabym noszenia takiego uniformu przez całą dniówkę, a tym bardziej przez całą załogę firmy. Skoro mamy możliwość wyrażania się także przez strój nie zabierajmy sobie tego.

8 stycznia 2013

Spokojnie, to tylko awaria

Od wczoraj od późnych godzin nocnych aż do południa, na kilkanaście godzin Moje Uniformy zniknęły z sieci. Trochę się wystraszyłem bo nie mogłem się nawet zalogować na swoje konto i już powoli zaczynałem się godzić z bolesną stratą ale na szczęście po weryfikacji sms-owej udało się i – tutaj powinien nastąpić odgłos głazu spadającego mi z serca – okazało się, że wszystkie posty są i niczego nie muszę odtwarzać. Ulga była ogromna.

Co było przyczyną całego zajścia? Każdy z Was może to teraz przeczytać wchodząc na bloga, ale dla przypomnienia zacytuję „Niektórzy czytelnicy tego bloga skontaktowali się z Google, twierdząc, że jego treść jest kontrowersyjna.” Ojej... Pozdrawiam tych biednych czytelników, pozdrawiam czule ;)

2 stycznia 2013

118. Anna, 27 lat, Poznań

Nagość. Piękny stan, który jest tak naturalny, że nie powinien wywoływać wstydu. Lubię chodzić nago po domu, ale nie epatuję tym stanem na „zewnątrz”, pomijając wyraz artystyczny projektów, w jakich biorę udział.

Lubię klasykę i elegancję z domieszką casualu. W stroju powinna panować harmonia. Uwielbiam naszyjniki i to jest moja biżuteria plus zegarek. Stawiam na oryginalność, która ma się przejawiać w akcentach.

Nie znoszę przerostu formy nad treścią w ubiorze, swoistego „przegadania sprawy”. Nie przepadam za sportowymi ciuchami, są dobre na siłownię czy do uprawiania sportu, bo do tego zostały stworzone i tam powinny znajdować zastosowanie. W mojej szafie trudno dopatrzyć się takich „tworów”.

27 listopada 2012

Dzień Dobry TVN

O ile nic się zmieni to w czwartek, 6 grudnia, w programie „Dzień dobry TVN” będziecie mogli zobaczyć jak powstawała jedna z sesji zdjęciowych do projektu „Moje Uniformy”. Tu w roli głównej wystąpi sto siedemnasty jego uczestnik, Maciek z Łodzi. Będziecie też mogli posłuchać co o swoim udziale mówią  Kinga z Lublina (43), Natalia z Wrocławia (50), Lech z Bielska-Białej (116) i oczywiście Maciek (117). Zapraszam.

117. Maciek, 28 lat, Łódź


Nagość nie sprawia mi problemów, w miejscach gdzie jest wymagana (np. w saunie) czuję się swobodnie. Zresztą, czego się wstydzić? Czy na przykład dzieci wstydzą się swojej nagości? Nie, dopóki tego wstydu nie wpoi im środowisko. Ja akceptuję swoje ciało, wciąż staram się nad nim pracować. Kilka drobnych kompleksów jest, ale na co dzień mogę z nimi żyć. Ciało to jedyna materialna rzecz, która towarzyszy nam od urodzenia aż do śmierci. Możemy pokochać je takim, jakim jest albo pracować nad nim. Jeśli nie zrobimy ani tego ani tego, to mamy przechlapane.

Lubię przestrzeń, minimalizm. Bardzo cenię sobie swobodę, lubię się przeciągać, rozciągać (w różnych mniej lub bardziej stosownych chwilach i miejscach), dlatego preferuję ubrania, które nie ograniczają mi zbytnio swobody ruchów. Wybieram odzież o stonowanej kolorystyce. Czerń, biel, szarości, brąz, ciemny fiolet, nadruków mało lub wcale. W domu luźno – dresy, koszulka, zazwyczaj na boso. Na dworze nieśmiertelne dżinsy oraz bluza, najchętniej z kapturem, który czasem pozwala mi się odciąć od świata zewnętrznego. I obowiązkowo muzyka, zawsze jest ze mną. Jestem mistrzem w ubieraniu się niestosownie do pogody, jednym z pierwszych, którzy wiosną paradują po mieście w podkoszulku oraz jednym z ostatnich, którzy późną jesienią przestają nosić krótkie spodnie.

Nie lubię dress code’ów, wszelkich ubiorów służbowych, zarówno formalnych i nieformalnych. Mówienia mi co mam założyć i w jakiej kombinacji. Nie przepadam za garniturami. Nie lubię także białych koszul (czerń górą) i krawatów. Nie lubię kąpielówek! Jestem stworzeniem zdecydowanie lądowym. W wodzie bliżej mi do bawołu, w gorący dzień wejdę do wody, wymoczę się, wyjdę. I tyle. Uwielbiam za to wszelką aktywność na lądzie – bieganie, wędrówki, rower... W wodzie czuję się powolny i ślamazarny.

7 listopada 2012

116. Lech, 57 lat, Katowice, Bielsko-Biała


Nagość. Zostałem wychowany w całkowitej akceptacji nagości, rodzice brali mnie na plaże naturystów, a i w domu widywałem ich nago. Jestem zrealizowanym dojrzałym mężczyzną lubiącym siebie i swoje ciało o które zresztą dbam, (praktykuję jogę). Długie lata (teraz wcześniejsza emerytura) uczyłem w szkołach średnich historii i wychowania seksualnego, co robiłem z zapałem i przyjemnością. Mam rodzinę. Swoje dzieci (4) wychowywałem w podobny sposób i wyrosły na odpowiedzialnych, ciekawych ludzi. Przy każdej okazji gdy jestem sam i jest ciepło chodzę i odpoczywam nago. Tak też spędzam wakacje w ukochanych Dębkach nad morzem (mam tam swój domek), gdzie uczę jogi, a sam ćwiczę ją na plaży. Często pozowałem malarzom czy fotografom do aktów. Nagość to dla mnie synonim wolność i kontaktu ze sobą i naturą, to mój ulubiony uniform. Może w związku z tym mam dość liberalne podejście do seksu i uważam, że jego granicą (dla ludzi dorosłych) jest krzywda, brak zgody drugiej osoby, uważam, że jest to ważny sposób bliskośći i komunikacji z partnerem. Jestem w związku z kobietą, którą kocham od liceum.

Nienawidzę. Jeśli chodzi o ubiór nienawidzę sztywnych ubrań (ludzi też to może dotyczyć). Grubych (gruboskórnych, chamskich jednostek), tkanin, w których się pocę (np. garnitur, golf z wełny), ubrań ze sztucznych włókien lub bardzo obcisłych, ograniczających ruchy (ludzie też tacy bywają). Nie lubię jaskrawych kolorów, zwłaszcza różowego, fioletowego. Efekciarskiej mody (ludzi), takiej by szokowała (li).

Lubię. Ubieram się głównie w amerykańskich firmach (mieszkałem 2 lata w Kaliforni w San Francisco) np. Orvis, Timberland, Eddie Bauer, Banana Republic, Territory Ahead, czasem: GAP, Ralph Lauren, Tommy Hilfiger. Pasuje mi też styl Marlboro Clasic, Camel. Powód dla którego lubię te marki to pewność, że są dobrej jakości, mogę je długo nosić i jest mi w nich wygodnie. Noszę głównie bawełę, czasem len lub rayon, zamsz, skórę. Lubię styl militarno-sportowy, np. kurtka M65, bojówki, pola, bluzy do rugby, koszule z grubych tkanin, marynarki ze skórzanymi dodatkami. Z butów preferuję Clarki Timberlandy, Sketchersy, zimą Sorel, wygodne i oddychające oraz bardzo twałe.
Obowiazkowo zawsze kapelusze. W lecie panama (prawdziwa), zimą filc, styl klasyczny lub fedora. Lubię długie płaszcze, trochę westernowe lub solidne skórzane lub bawełniane kurtki. Jeśli chodzi o kolory w grę wchodzą tylko czarny, odcienie brązu, zieleń wojskowa, szarość, czasem biel lub granat.
Ważna rolę odgrywają takie dodatki jak zegarek, automat, klasyk szwajcarski, nigdy na baterię. Męska bizuteria np. bransoleta z kutego srebra, mam taka robioną przez indianina ze szczepu Navajo. Dobry skórzany pasek z miedzianymi czy srebrnymi nitami lub indiańskimi wzorami, niezbyt szeroki. W kieszeni zawsze nieduży, markowy scyzoryk z doskonałej stali, np. Koji Hara.
Ku zawiśći żony i córek mam dużo starannie dobranej garderoby i nigdy nie ubieram przypadkowo wybranych rzeczy. Możliwość wyboru i częstej zmiany ubioru sprawia mi dużą przyjemność i powoduje, że ubrania nie niszczą się zbyt szybko i są dostosowane do potrzeb i okoliczności.
W drugiej połowie życia udało mi się osiągnąć, oprócz własnego stylu ubioru i życia, spokój i równowagę wewnętrzną, poczucie radośći i spełnienia oraz pogodzenie się z tym co jest poza moimi możliwościami, nieuchronnym końcem też..

8 października 2012

115. Agata, 23 lata, Toruń


Nago. Uwielbiam chodzić nago, uzbrojona jedynie w zapach szminkę czerwoną i wytuszowane rzęsy. Nago jestem sobą, nago zawsze wyglądam dobrze. Nagość jest seksowna i biblijna zarazem. Nagość bywa tabu, a jednocześnie przestała nim być. Nagość ma kusić i przyciągać jak akt. Nagość jest pięknem, nie tylko czymś na sprzedaż. Nagość ma wzruszać poruszać zostawiać emocje. Nagość jednych oburzy, a inni spojrzą z zachwytem. Jedni o akcie powiedzą – jak ona mogła bezwstydna tak nago... Inni powiedzą, że jest piękna, bo właśnie w nagość ubrana. A przecież nie mogła założyć nic bardziej osobistego... Spójrz taka jestem. I dumna jestem z tego nagiego zdjęcia...

Lubię białe róże, czerwone wino, małą czarną sukienkę, kubek gorącej kawy, to kiedy wypowiadasz moje imię, bajki na dobranoc i buziaka na dzień dobry. Lubię się przytulać i nosić męskie koszule, szpilki, gorsety, kabaretki, pończochy. Wszystko to co wydaje mi się kobiece. Kocham swoje studia i swoją pracę, to pozwala mi być sobą. Lubię pisać wiersze i śpiewać piosenki obejrzeć kabaret. Zjadać batoniki i malować usta, lubię to co klasyczne, bo zawsze modne, bo proste, bo do mnie pasuje...

Nie lubię kiedy muszę coś zrobić z musu, kiedy mówisz mi jak mam wyglądać i się zachowywać, kiedy oczekujesz, że będę taka jaką sobie mnie wyobrażasz. Nie lubię ubrań sportowych ani obuwia. Cekinów, różu, falbanek. Nie mogłabym być słodką dziewczynką, bo nie byłabym już wtedy prawdziwą ja...

20 września 2012

114. Joanna, 22 lata, Wrocław

Nagość w dobie XXI w. jest czymś tak powszechnym, że przestaje szokować. Nie jest niezwykła, tajemnicza, wyjątkowa. Chyba, że taką ją ukażemy. Ciało jest po to by z niego korzystać. Nie przeszkadzają mi blizny, powierzchowne niedoskonałości, nieprzeszkadzające w funkcjonowaniu. Kult ciała jest mi całkowicie obcy, nie rozumiem jak można stać się niewolnikiem powszechnie przyjętych kanonów piękna. Całkowicie naga jestem w chwilach słabości, odsłaniając to co niewidoczne. Reszta to tylko narzędzie przekazu i powłoka.

Lubię... swoją pasję. Zajmuję się reenactingiem. Odtwarzam wikinga w wydaniu damskim i męskim;) najlepiej jednak czuję się w męskim stroju-koszuli, szarawarach z dobrą stalą przy pasku. Jako dzieciak biegałam po krzakach z łukiem i drewnianym kijem, miast jak porządna dziewczynka niańczyć lakę lub misia. Od tamtej pory niewiele się zmieniło, nadal biegam po krzakach z łukiem, tylko miecz zamieniłam na prawdziwy. Poza waleniem się stalową sztabą po głowach i wesołym wikingowaniem szyję stroje. Ręcznie, lnianymi nićmi, na podstawie wykopalisk, rycin, rekonstrukcji archeologicznej. To dla mnie coś więcej niż “„fajny ciuch”, to kupa pracy i satysfakcji. To zaglądanie przez dziurkę od klucza, do czasu i miejsca gdzie przynależę.

Nie lubię gdy traktuje się mnie jak dziecko. Jak małą dziewczynkę. Dlatego choruję na każde „nie powinnaś”, „to nie dla dziewczyn”, a miks tych dwóch doprowadza mnie do szewskiej pasji. Na każdym kroku znajomi pocieszają mnie, że za 10-20 lat będę się cieszyła, że wyglądam młodo. Ja natomiast na co dzień w pracy zmagam się z tłumem klientów, którym muszę udowodnić, że wygląd to jedno, profesjonalizm drugie. Panie sklepowe legitymujące mnie namiętnie, pasjami, efektem jedno piwo nie wystarcza. Nie noszę nic w czym wyglądam młodziej. Nie lubię trendów, mody i parcia na bycie fashion.

30 lipca 2012

113. Katarzyna, 22 lata, Wrocław


Nagość jest piękna. Akt jest piękny. To rodzaj sztuki, który ukazuje wszystko to, co chowamy za maską codzienności. Jest prawdą.

Lubię luz. Człowiek od razu czuje się swobodny, wolny, czuje się pewnie. A kiedy czuje się pewnie, jest bardziej sexy ;)

Nie lubię obcisłych sukienek, ach, i obcasów. To niewolnictwo powszechnie propagowanej seksualności i kobiecości. Nie dajmy się zwariować.