24 marca 2011

79. Agata, 25 lat, Wrocław

Nagość nie jest dla mnie tematem tabu, ale wolę na nią patrzeć niż sama prezentować. To wcale nie oznacza, że tego nie robię. I jezeli już ten temat się pojawia, to zawsze do pewnego poziomu, nie wszystko przeznaczam dla ogółu. Są elementy przeznaczone tylko dla jednej osoby, która może bezkarnie na mnie patrzeć w całej okazałości :) Swoje ciało lubię, o wiele bardziej niż kiedyś, jednak są „fragmenty”, i pewnie większość kobiet tak ma, które troszkę bym przekształciła. Ale jak to mówią, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma :D
Wkurza mnie, że często wiele osób myli nagość zawartą w aktach artystycznych z pornografią i nie potrafię zrozumiec braku wyczucia różnicy. Ale osobiście mam to w nosie, jeżeli chodzi o moją osobę i od niedawna przestałam przejmowac się krytyką. Sama tak do końca naprawdę nigdy nie jestem naga, moje plecy i prawe ramię zdobią tatuaże, których nigdy nie żałowałam. Mogę traktować je jako pewną formę ubioru. Kocham je i jak będę miała 80 lat to będą mi przypominały o młodości, mimo iż będą wyblakłe, a moje ciało pomarszczone. Pozowanie do aktu w pewnym sensie dodało mi pewności siebie, której wcześniej miałam mniej. Zobaczyłam się w zupełnie innym świetle i zaczęłam zauważać swoje zalety, nie tylko marudzic o wadach :)

Lubię moje stare jeansy kupione bardzo dawno temu, już nawet nie pamiętam gdzie, które idealnie leżą na moim „tyłku”. Jako jedyne i pewnie, któregoś dnia się na mnie rozlecą, a wtedy umrę z żalu. A może uszyję sobie 15 par na ich podobieństwo. Kocham moją czarną koronkową tunikę, bo mogę z nią kombinować na różne sposoby. Zakładać do moich ulubionych jeansów (na luzie), samą (sexi), z czarnymi leginsami lub eleganckimi spodniami (elegancko). W tych dwóch rzeczach czuję się najbezpieczniej i najswobodniej i zakładam je kiedy nie chce mi się myśleć nad ubraniem.
W przypływie weny kombinuję z ubraniami, bo nie lubię jednostajności i lubię mieć na sobie co najmniej dwie rzeczy „pod kolor”, łącznie z biżuterią. No właśnie, mam manię na punkcie kolczyków i nawet nie będę próbowała ich policzyć bo to by się mijało z celem. Lubię orientalne wzory bizuterii, podobnie jak ubrań bo pasują do mojego typu urody i do mojej karnacji, ale nie ograniczam się do tego.
Nie przepadam za butami na obcasie, bo lubię wygodę, ale czasem powinnam się zmusić bo moje 157 cm wzrostu aż się o to prosi. Ale odkąd mam dwumetrowgo ukochanego to nawet dziesięciocentymetrowy obcas niewiele zmieni :) Dla mnie najważniejsze jest pewnie stąpać po podłożu i nie prowokować zagrożenia utraty przednich zębów. Kolejnym ograniczeniem jest moja nadmierna ruchliwość i sport, który uprawiam oraz jazda na rowerze. Lubię sztuki walki (jedną z nich sama uprawiam i jest nią kung-fu baguazhang).
Lubię sympatycznych ludzi, których mam przyjemność spotykać w pracy, moje zakręcone i zwariowane koleżanki z pracy i samą pracę, którą wykonuję. Lubię osoby, które wywołują usmiech na mojej twarzy, jedną z nich jest moja kochana siostra, której nie zamieniłabym za nic na świecie na inną :*

Nie lubię ubrań jak na rozdanie Oskarów, np. sukni z cekinami, lateksu, butów na obcasie, szczególnie białych kozaczków, miniówek, golfów, chyba że są luźne i nie dają uczucia pętli na szyi. Nie lubię jak mnie ktoś obgaduje i wymyśla niestworzone historie, wtedy jestem w stanie poprzebijac opony w aucie. Nie lubię nieuprzejmych ludzi, szczególnie w ich miejscach pracy, bo sama staram się zabijać uprzejmością, nawet gdy mam zły humor. Najbardziej wkurzają mnie panie w pokomunistycznych sklepach SPOŁEM z zawieszoną miną i wrednym wyrazem twarzy, wtedy zastanawiam się, czy nie napluły mi do sałatki przy jej nakładaniu. Nie lubię, gdy ludzie nie zakładają wielkim psom kagańca bo wcale nie uspokajają mnie zapewnienia w stylu „proszę się nie bać, on nic pani nie zrobi”. Widzicie, jak niewiele rzeczy nie lubię :)

18 komentarzy:

Lederg pisze...

Witam,

O tym właśnie panie Arkadiuszu mówiłem w swoich poprzednich komentarzach... To nie pierwsza osoba która "zasłania" swoją nagą fotografię szyldem "Uwaga akt, a więc sztuka!". W sztuce, działalności artystycznej usprawiedliwia się wiele rzeczy mniej lub bardziej obrazoburczych jakimś głębszym sensem: a to tym że artysta chce zwrócić na coś uwagę, a to że artysta zwyczajnie wyraża się przez swoje dzieło a przecież w Polsce jest wolność słowa, a to w końcu że to jest sztuka a więc nie poddaje się kryteriom oceny etycznej a jedynie estetycznej. Oczywiście w przypadku tego projekty Pan stoi jak najbardziej na uboczu i jest tylko tak jakby rzemieślnikiem, ale wiele osób które biorą w tym udział motywują swoją decyzję jako właśnie udział w działaniu artystycznym. A przecież idea jest zupełnie inna - pokazanie nagości. Jak się okazuje ludzie najczęściej pokażą się nago jeśli to będzie pociągnięte pod sztukę.

PS: A co do różnicy między pornografią a aktem pani Agato to uważam, że istnieje ona tylko w głowie modelki/modela i zawiera się w jej/jego intencji do pozowania. Pokazywanie nagości to pokazywanie nagości i nie ma różnicy jak to się nazwie. I na tym właśnie się zasadza moje zastrzeżenie co do idei nagości w tym projekcie. Ciało czy w tzw. akcie czy fotce z okładki filmu porno to ten sam biologiczny organizm, jednak w innych intencjach pokazywany. A co pomiędzy tymi kreacjami? Jak wygląda autentyczna nagość bez pozowania? Czy tak - jak to odpisał mi pan Arkadiusz - jako zdjęcie z kartoteki policyjnej?

Pozdrawiam
Lederg

Anonimowy pisze...

Panie Lederg

Uważam,że są wyznaczone miejsca oznaczone jako pornografia(czego nie da się pomylić) i to poprostu ludzie powinni umieć rozróżniać,bo widać to tak naprawdę na pierwszy rzut oka.Chodzi o to,że jako kraj katolicki,mamy wbijane do głów od dziecka,że nagość jest beeeeeeee i że wszytko to pornografia.Myślę,że między innymi w tym tkwi problem

Pozdrawiam

Agata

Anonimowy pisze...

Super unifrm..świetne słowa.Agatko wielkie brawa!

Arkadiusz Wojciechowski pisze...

@Agata
Zgadzam się tu z Ledebergiem. Ciało samo w sobie nie jest pornograficzne. My mu nadajemy takie znaczenia w zależności od kontekstu w jakim się znajduje. Samo ciało jest tylko ciałem, zespołem narządów, mniej lub bardziej intymnych. Niektóre z nich mamy odkryte na codzień, inne z rzadka, a niektórych nie chcemy pokazywać w ogóle bo tak nas wychowano. Nic poza tym. Obnażanie tych samych narządów w innych kulturach może mieć diametralnie inne znaczenie. Afrykanki pokazują piersi, muzułmanki nie pokazują twarzy i tak dalej, i tak dalej.

@ Ledeberg
Co jest pomiędzy tymi kreacjami? Zdjęcie bez żadnych intencji. Bez intencji bycia sztuką i bez intencji wywoływania podniecenia. Takie jak te, które tu umieszczam. Oczywiście nie da się uniknąć tego, że ktoś je odbierze jako sztukę, a kogoś innego podniecą.


pozdrawiam
Arek

student informatyki pisze...

1. Oczywistym jest, że granica między pornografią a aktem artystycznym jest płynna. I to w dwóch wymiarach. Coś co dla jednego fotografa jest jeszcze aktem dla innego (też robiącego akty) może być już pornografią. Tak samo zresztą z odbiorcami. Jak Arek napisał - co jeden odbierze jako sztukę, to innego może podniecić.
Dlatego też pisanie, że różnica jest oczywista czy że jest to wina katolicyzmu (sic!), to jest po prostu głupota.

2. Mniej poważna sprawa: z tatuażami, każdy oczywiście może robić jak lubi, ale ja zbytnio lubię swoją skórę, aby ją nimi niszczyć

Anonimowy pisze...

jeden uważa,że ja niszczy a drugi,że upiększa lub nadaje mu to konkretne znaczenie:)i nie rozumiem czemu głupota jeżeli uważam,że to duża,(może nie całkowita,ale duża) wina katolicyzmu,ze względu na tabu,jakie tworzy względem min ludzkiego ciała oraz wiele mitów wytworzonych przez mylne rozumowanie wielu spraw jakże silnie związane z człowieczeństwem.

Arkadiusz Wojciechowski pisze...

Studencie,

Myślę, że religie mają duży wpływ na to jak siebie postrzegamy. Katolicyzm z pewnością należy do wiodących w tej dziedzinie. Wystarczy choćby poczytać o tym co Kościół sądzi o masturbacji czy seksie pozaprokreacyjnym. Od małego mama i babcia mi powtarzały, że to jest be, tamto be, że Bozia patrzy z nieba i tego typu pierdoły. Dlaczego? Pewnie myślały, że w ten sposób wychowają zacniejszego potomka.

Na szczęście im się nie udało.

Anonimowy pisze...

Arku
zebrałeś moje myśli do kupy, właśnie to starałam się wyjaśnić.dziękuję bardzo:)a teraz chętnie poczytam,jaki argument ma w związku z tym kolega student:)
Agata

Hubert Siemieńczuk pisze...

No tak wszystko przez ten cholerny kościół:) Proponuję zatem w tej kwestii (tj stosunku katolicyzmu do nagości, seksualności) obejrzeć freski z Kaplicy Sykstyńskiej, poczytać biblijną Pieśń nad pieśniami i generalnie postudiować historię sztuki, z naciskiem na renesans i barok. Jak już odrobicie pracę domową - proszę się zastanowić, czy wiedza potoczna, ludowa, obrzędowość jest tożsama z dogmatami wiary kościoła. A na końcu - jak współczesny, konsumpcyjny, areligijny styl życia wpływa na postrzeganie ciała ludzkiego (z naciskiem na kobiece). Dziękuję i pozdrawiam. Stały foto-czytelnik bloga

Arkadiusz Wojciechowski pisze...

Zaraz tam cholerny :)

Hubercie, wszystko ładnie tylko powiedz mi jaki wpływ na współczesnych polskich katolików mają freski w Kaplicy Sykstyńskiej, który z nich choćby słyszał o Pieśni nad pieśniami i co wiedzą o dziełach Michala Anioła?

Jeśli już o dogmatach mówimy. Jakie jest oficjalne zdanie Kościoła w sprawie seksu przedmałżeńskiego? Seksu pozaprokreacyjnego? Masturbacji? Miłości jednopłciowej? Ogólnej swobodzie ciała polegającej choćby na korzystaniu z sauny czy opalaniu się na plaży naturystów?

Chętnie się dowiem :)

Co do "komercyjnego" postrzegania ciała, zwłaszcza kobiecego. Tutaj jest mi równie smutno jak w przypadku wyżej wymienionym. Kreowanie takich, a nie innych kanonów piękna, w ogóle kreowanie kanonów piękna, traktowanie atrakcyjnej kobiety jako wabika zachęcającego do kupna akumulatora do wózka widłowego, sprowadzanie kobiety (rzadziej mężczyzny) do roli zaspokajacza żenująco prymitywnych potrzeb w filmach porno, można długo wymieniać...

Dlatego być może projekty takie jak "Moje uniformy", które pokazują ludzi z godnością i szacunkiem, pozwalające im przedstawić swoje opinie i światopogląd, zmienią coś, nauczą tolerancji. Nie wiem ale mam nadzieję :)

Hubert Siemieńczuk pisze...

Arek, pytasz o wykładnię myśli kościoła zbyt drobiazgowo. Kościół jako instytucja musi troszczyć się o swój interes, czyli wiernych wyznawców. Punktem wyjścia jest tu monogamia i rodzina, jako funkcje gwarantujące przedłużenie gatunku, a minimalizujące ryzyko rozbicia związku. Wszelkie odstępstwa muszą być zatem napiętnowane. Proste.
Agata pisze: „Wkurza mnie, że często wiele osób myli nagość zawartą w aktach artystycznych z pornografią i nie potrafię zrozumieć braku wyczucia różnicy”. Więcej szkody czyni tu moim zdaniem współczesna kultura nastawiona na maksymalizację pragnień i pożądań. Ciało jest wyłącznie narzędziem do wywołania określonego zachowania konsumenta.

Nie słyszałem, by Rzym „walczył” z golizną na obrazach wiszących w tysiącach kościołów, reprodukowanych w albumach, itp. Tutaj forma zawsze dopełniała treść. Również pamiętam jak babcia przesłaniała mi oczy, jak tylko pojawił się w telewizji cycek. Nie stało to w sprzeczności z jej opresyjną postawą co mojego uczestnictwa w codziennym, październikowym nabożeństwie różańcowym pod obrazem Najświętszej Panienki karmiącej Dziecię. A to -to dopiero było przeżycie! A dziś? - pewnie małolatowi by nawet kuśka nie drgnęła...

Kończąc – proszę tylko o rozwagę i refleksję przy kategorycznym wydawaniu opinii, że wszystko co najgorsze to wina „czarnych”:) Pozdrawiam raz jeszcze.

Anonimowy pisze...

otóz to,freski kaplicy sykstyńskiej nie mają nic wspólnego z dzisiejszymi niech nazwę to popularniewiadomo jakimi beretami.zawsze będę miała w głowie,kiedy będąc małą dziewczynką nie wolno mi było w skwarna niedzielę założyc sukienki na ramiączkach do kościoła,bo to obrażało PANA JEZUSA wg.niektórych.....i nie mówię że to przez sama religię sama w sobie ale przez ludzi którzy nie zwracają uwagi na to co ma w niej sens tak naprawdę

Anonimowy pisze...

aaaaaaaaa i niegdy nie napisałam,że cała winę ponosi kościół,bo faktycznie "diabeł"takwi w głowach,ale nadal uważam,że jest to ogromna wina nastawiania większości z nas co jest tak a co niby nie:)
Agata

Skorpion pisze...

Agato, gratuluję podejścia co do własnego ciała i do wysokich obcasów :)

Dlatego być może projekty takie jak "Moje uniformy", które pokazują ludzi z godnością i szacunkiem, pozwalające im przedstawić swoje opinie i światopogląd, zmienią coś, nauczą tolerancji.
piękne zdanie Arku. trudno jest pokazać się całkowicie nago, całkowicie naturalnie. ludzie przychodzą do Arka, mają swobodę tego, że mogą pokazać się tak, jak tylko chcą. na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że kiedyś nie potrafiłabym zapozować do aktu, który ukazywałby mnie w negatywnym świetle, a dziś nie miałabym z tym takiego problemu. ludzie chcą dobrze wyglądać, dla wielu uniformy to pierwsze pokazanie się nago.
zastanawia mnie jak zmieniłyby się akty, gdyby "uniformowani" znów pojawili się u Arka. czy te akty byłyby bardziej szczere, a może bardziej naturalne, może w wielu przypadkach całkowicie nagie, nie ukryte w różne przedmioty.
widzę u komentujących skupienie na środkowym zdjęciu uniformów. temat jest kontrowersyjny, jak widać, dlatego warto o nim rozmawiać, bo to pozwala na dostrzeżenie różnych punktów widzenia nagości :)
pozdrawiam
uczestniczka uniformu, która na pewno przy kolejnym razie zmieniłaby cały swój uniform.
Justyna

Arkadiusz Wojciechowski pisze...

@ Hubert,

ja naprawdę nie chciałbym całej winy zwalać na Kościół, aczkolwiek nie potrafię się opędzić od myśli, że ma on z tą winą wiele wspólnego.

@ Justyna,

sam zastanawiam się czy gdybym umieścił tu zdjęcia tylko nagich postaci, czy wzbudzałoby to takie dyskusje czy projekt przeszedłby bez echa. Czy jednak nagość pośrodku zdjęć "ubranych" nie bardziej pobudza do rozmów? :)

Jakiś czas temu powstał taki pomysł aby niektórzy uczestnicy mogli wziąć udział w zdjęciach jeszcze raz, np. po roku czasu. Oczywiście pod warunkiem wyraźnej zmiany w którymś z trzech wizerunków, podejścia do siebie, światopoglądu. Także jeśli chcesz to możesz pojawić się tutaj jeszcze raz.


Arek

Anonimowy pisze...

tak czy siak blog zajebisty moim zdaniem.mozna coś o sobie napisac i to mi się najbardziej podoba.zdjęcia nie sa sztucznie podkręcane,co tez jest zaleta w tym przypadku:P i już.....

Agata

NieWrzos pisze...

Ten uniform powinien mieć tytuł:
"diablica - lisica - kocica"
Uśmiech dla modelki! :-)

Anonimowy pisze...

hehehe:)dzięki:P dobry pomysł swoja drogą
Agata