31 grudnia 2010

HNY 2011

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! Szczęścia, zdrowia, pomyślności i niech Was omija z daleka najmniejszy nawet pech i smutek. Życzenia te kieruję do wszystkich uczestników i tych także, którzy nas czytają i oglądają.

Dobrej sylwestrowej zabawy, a jutrzejszego poranka cichego tupania białych mew o pokład pusty.


Arek Wojciechowski

29 grudnia 2010

62. Łukasz, 22 lata, Wrocław

Nagość. Cóż, nie jestem człowiekiem z okładki „Men's Health” ale mi z tym dobrze. Mam kompleksy jak każdy chyba i nie podoba mi się to i tamto i dodałbym to i ujął owo. Ale najważniejsze by siebie akceptować i nie wstydzić się tym kim i jakim sie jest i nie martwić się tym co inni mówią. „Niech się wstydzi ten co widzi” mawia mój ojciec :D

Lubię. Cóż, interesuję się militariami i prawdę mówiąc podoba mi się taki wojskowy styl. Może nie wygląda elegancko ale jest wygodny i funkcjonalny. Lubię ubierać się luźno i wygodnie często zapominając o jakiejkolwiek estetyce. Lubię koszule, krótkie spodnie z wieloma kieszeniami i adidasy lub wojskowe buty, jakąś bluzę i plecak, ot żeby zawsze wszystko zapakowac.

Nie lubię rzeczy, które przylegają do ciała, swetrów, golfów innego rodzaju materiałów. Wręcz nienawidzę kiedy czuję się skrępowany i przy każdym przysiadzie miałbym się popruć :D Nie lubię także ubrań workowatych czy z innej strony przesadnie pstrokatych. Innymi słowy, odpada wszystko to co krępuje ruchy i sprawia, że czuję się jak kolorowa lalka w lateksie.

16 grudnia 2010

61. Kasia, 21 lat, Kraków

Nagość. Czuję się bardzo swobodnie nago, lubie swoją nagość, choć nie zawsze tak było. Mam kompleksy, ale staram się z nimi walczyć i ich nie zauważać. Jak ja ich nie pokażę, to Ty ich nie zobaczysz :D. To kwestia dojrzałosci i innego spojrzenia na świat. Ciało ma wiele funkcji, jest moim narzędziem, dzięki niemu wyrażam siebie i moje emocje, bez niego nie mogłabym funkcjonować! Jest bardzo kobiece, pełni różne role i funkcje, jest w nim wiele miłosci i seksualnosci, a kiedyś będzie gotowe razem ze mną na przyszłe macieżyństwo. Chcę być aktorką, i to własnie ciałem i emocjami będę pracować i wyrazać nie tylko siebie ale postaci, w które będę mogła sie wcielić. Nagość jest jednocześnie czymś pierowtnym i niewinnym, czymś bardzo szczerym, naturalnym, prawdziwym, a jednocześnie narzędziem, które trzeba szanować. Kocham swoje ciało i to co mi daje :) Mogę je zmieniać, kszaltować i jednoczenie mogę słuchac jakie wysyła mi sygnały, co mówi o mnie i moich potrzebach.

Lubię. Mam wiele twarzy, można nazwac mnie Kaśką, Katarzyna, Kasią, ale jest we mnie też taki mały kochany Kaś – dziewczynka, która pragnie miłosci, przytulenia i zachwyca sie światem w każdy możliwy sposób. To ta wrażliwa i delikatna, która bardzo często się wzrusza. Chyba jest to jeden z najsilniejzych aspektów mnie :) dlatego ubrałam mój ukochany, wygodny, milutki szlafrok, bo to własnie w wygodnych, luźnych, ciepłych ubraniach czuję się najlepiej. Albo nago. Nie lubię gdy mnie coś ogranicza, wpija się czy buduje o mnie opinie. Aa serduszka widzę wszedzie gdzie spojrze.

Nie lubię to słabe określenie. Nie mogę pogodzić sie z obłudą, nieszczerością. Z zabijaniem dla przyjemności. Jak można się domyslić jestem empatyczną wegetarianką, kocham zwierzęta więc ich nie jem i nie ubieram się w nie. Nie rozumiem jak mozna zabijać, tylko po to żeby mieć ładny płaszcz. Jak można jeść mięso, bez świadomości czym jest. Czemu potraficie widzieć w tym tylko fileta, a nie czującej istoty? Kto naprawdę potrafi zabić kurczaka żeby go potem zjeść? ...skoro kurczaka można, to czemu nie można psa, kota czy konia? Nie mam nic przeciw jedzeniu mięsa, ale tylko wtedy kiedy jest to świadome jedzenie.. nie mogę pojąć skąd w ludziach tyle okrucieństwa dla innych istot (szeroko rozumianych) i siebie. Skad ten pęd bez zastanowienia się czym są, dlaczego i co dalej. Smuci mnie odejście człowieka od natury, i wpojenie „człowieczeństwa” gdy nie rozumiemy czym ono jest.

7 grudnia 2010

60. Mateusz, 27 lat, Wrocław

Nagość. Nie mam z nią problemu, można powiedzieć - nie mam poczucia wstydu. Bardziej lubię być bez ubrania, niż w nim. A klawiatura? To główna część mojego życia, od 12 lat mam z nią styczność w pracy, w życiu prywatnym. Przy jej pomocy komunikuję się z innymi, forma mojej pracy nie pozwala na inne kontakty z ludźmi. Klawiatura daje mi radość, relaks, jest przedmiotem przez którym wyrażam siebie, myśli i uczucia. Główny przedmiot, z którym kontakt ma moje ciało. Stała się w sumie kawałkiem mego ciała, nie ma ani jednego dnia w roku, kiedy bym jej nie dotykał.

Lubię słuchać muzyki, nie ma dla mnie dnia bez niej. Z uśmiechem i pełen energii budzić się każdego dnia. Podskakiwać do góry bo każdy dzień jest inny i może przynieść coś miłego. Doceniać to co się ma, a nie patrzeć czego brakuje. Jeansy i thsirty, najlepiej w jaskrawych kolorach, z ciekawymi i nietypowymi nadrukami.

Nie lubię garniturów, ubierania się na sztywno, krępowania moich ruchów, tej całej elegancji, sztuczności i ukrywania swojego ciała pod sztywnym materiałem. Wywyższania się, krępowania, poczucia że trzeba się czymś ograniczać. Po co?

6 grudnia 2010

59. Agnieszka (aka Wanilianna), 34 lata, Leszno

WANILIANNA nie chciała się do końca obnażać (ale to zrobiła, a co!) - uważam bowiem, iż bielizna więcej odkrywa niż zasłania, w związku z czym kobieta staje się bardziej intrygująca - ubrana, a jednocześnie w pewnym sensie naga. Z racji wieku nie jestem wstydliwa, jednakże mam swoje kompleksy, jak każdy z nas, ale czy to ma być hamulcem w naszym życiu? Jeśli kobiety lubią być fotografowane nago, to chwała im za to, jeśli lubią się tatuować lub kolczykować i chwalić się tym całemu światu, to ich sprawa. Nienawidzę hipokryzji, pruderii i obłudy – jeśli krytykujemy, to  bądźmy konstruktywni, nie cierpię gdy przez opluwanie i nieuzasadnioną agresję hamujemy czyjeś zamiłowania, poczucie wolności – oczywiście, jeśli nie jest to krzywdzące dla innych.

WANILIANNA bardzo lubi ponadczasowe stroje z lat 40-tych i 50-tych: sukienki, bluzki, spódnice, halki, bullet bras, girdles, gorsety, buty na wysokim obcasie i wiele jeszcze innych wspaniałości.  Kocham nylonowe pończochy! Ogromnie! To mój największy fetysz. Gdy mam je na sobie czuję się jak ryba w wodzie. Dają mi uczucie komfortu, czuję się w nich elegancko, kobieco, seksownie. Ponad to jestem wielbicielką pasów do pończoch, ale tylko tych z metalowymi zapięciami! Uwielbiam być ściśnięta gorsetem, która modeluje mi talię na kształt klepsydry.
Jestem kobietą, więc lubię czuć się seksownie – dodaje mi to pewności siebie, świadomości zalet, jakie ma każda z nas. Lata 40- i 50-te to czas, kiedy kobieta była kwintesencją dobrego stylu, dobrego smaku. Moda tamtych czasów to jak wspaniała limuzyna lub najdroższy szampan Dom Perignon.

WANILIANNA nie lubi wielu rzeczy. Mam alergię na rajstopy, leginsy i baleriny. A! Nie znoszę narzucanych z góry trendów mody. Jednakże wybierając się do Arka na Uniformy, natknęłam się na moją koszulę nocną, która była zakupiona „z okazji” mojego pobytu w szpitalu. Postanowiłam się przemóc i założyć ją na siebie… Za każdym razem, jak tam lądowałam, miałam właśnie tę nieszczęsną koszulę. W szpitalu nie ma miejsca na elegancję, na komfort… Tam jest tylko cierpienie, ból, smutek, nasze ciało jest przeraźliwie przedmiotowe, fizjologiczne, faszerowane kroplówkami, narkozami, lekarstwami – jest jednym z cierpiących ciał, które okala naszą psychikę, która jeśli jest silna, upora się i przetrwa trudny czas i pozwoli wznieść się na wyżyny.

2 grudnia 2010

58. Berenika, 21 lat, Wrocław

Nago. Nie wstydzę się swojego ciała, chociaż mam kompleksy, ale jak każda chyba kobieta. Wiem, że podobam się mężczyznom, kobietom też. ;) Nie jestem skromna w tej kwestii, ale też nie uważam siebie za miss, chociaż jakby organizowali wybory topless... ;)
Jak to ja, sierota musiałam się w szpilkach popisywać. Oczywiście nie mogło się to skończyć inaczej, bo średnio raz w miesiącu coś się ze mną dzieje, tylko dlaczego akurat teraz, jak spadł śnieg, pod śniegiem lód, a dookoła błotko?

Kocham taniec. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Mogę nim wyrazić każdą emocję i wiem, że zostanę zrozumiana. A najbardziej uwielbiam tańczyć, gdy patrzą. Gdy patrzy Mój Jedyny i kiedy po skończonym pokazie słyszę brawa, to dla mnie najlepsza nagroda i utwierdzenie w przekonaniu, że robię to dobrze.

Nie lubię. Nie zamierzam rezygnować ze swojej seksualności tylko dlatego, że mam przekazywać wiedzę i wychowywać. Niektórych ojców też trzeba będzie edukować na wywiadówkach... ;) Najbardziej nie lubię świadomości, że kiedy już zacznę pracę, to wymagać się będzie ode mnie mechaniczności i służbowego podejścia. A ja nienawidzę udawać. Bo czy naprawdę biała bluzka i spódnica ukryją fakt, że oprócz funkcji publicznej jestem także kobietą?

30 listopada 2010

57. Monika, 20 lat, Wrocław

Nago. Nie należę do najodważniejszych osób, dlatego wstydzę się nagości. Można powiedzieć, że wciąż się jej uczę, poznaję ją. Staram się zaakceptować swoje ciało takim, jakie jest. Są takie chwile, kiedy czuję się pięknie nago. Dążę do tego, aby tych chwil było znacznie więcej. Dzięki Niemu powoli mi się to udaje. Chyba jestem na dobrej drodze.

Lubię czuć się atrakcyjnie, jak każda kobieta. Lubię podobać się zarówno sobie jak i innym. Aby dobrze wyglądać jestem w stanie się nieco poświęcić, np. ubrać niewygodny, opinający strój. Mimo że najwygodniejszym ubraniem jest domowy dres, to na co dzień, w miejscach publicznych chcę czuć się kobieco i pięknie. Strój i makijaż dają mi więcej pewności siebie. Wyprostowana, schludna i zadbana mogę stawić czoła całemu światu. W codziennym stroju jestem nieśmiałą, szarą myszką, którą wystarczy, że akceptuje ta jedna, najważniejsza dla mnie osoba.

Nie lubię tej wrażliwej, często zabłąkanej i wystraszonej osóbki, która siedzi we mnie odkąd pamiętam. Z wieloma problemami nie potrafię sobie poradzić, dlatego potrzebuję kogoś, kto wskaże mi drogę, pocieszy, przytuli. Doskwiera mi brak pewności siebie i wiary w swoje możliwości. Często się wzruszam, miewam zmienne nastroje. Chyba nigdy nie pozbędę się tego dziecka, które tak mocno we mnie siedzi.

25 listopada 2010

55. Dominika, 19 lat, Oświęcim

Lubię nagość. Nie tylko swoją. Wiesz, to jest takie uczucie, jak z jedzeniem papryczek chilli. Niby każda ostra, ale z czasem patrzysz na nie jak na coś słodkiego. Ja tak mam z nagością. Kiedyś wydawała mi się czymś, co musi zostać ukryte. Dziś podziwiam to, że każdy z nas, choć anatomicznie taki sam, jest zupełnie różny. Uwielbiam latać nago. Uwielbiam spać nago. Nawet obiady robiłam nago w letnie upały, korzystając z faktu, że byłam sama w domu. Tu jednak długo zastanawiałam się co zrobić. Z jednej strony miałam zamiar iść na całość, z drugiej pomyślałam o moich bliskich. Jak by się poczuli, co by pomyśleli. Zostałam w wersji soft i to będzie najlepsze wyjście :)

Lubię kolorowe majtki, rozciągnięte koszulki i frotowe skarpetki. Jest mi w takich zestawach najwygodniej. Zazwyczaj też stosuję to jako piżamę. Często nie słyszę budzika, więc przynajmniej w ekspresowym tempie potrafię się przebrać w normalne ciuchy. Nic nie ogranicza mojej swobody ruchów, mogę się ubrudzić bez wyrzutów sumienia. Najważniejsze jest jednak to, że dla swojego faceta wyglądam seksownie.

Nie lubię golfów, w których się duszę. Swetrów które gryzą. Butów z ostrym szpicem i kapci. Najbardziej jednak nienawidzę spódnic z wysokim stanem i odprasowanych białych bluzek, w których nie można oddychać "bosiępogniecieicowtedy". Wszelkie uroczystości staram się zaliczać w sukienkach. Jeśli muszę być białoczarna, to biorę jeansy i jakąkolwiek białą bluzkę. Nienawidzę też czapek. Fajnie, że są, bo jest ciepło. Ale nawet najbanalniejsza fryzura robi się oklapnięta, gryzie toto, drapie i zjeżdża mi na oczy. O! i jeszcze puchowych kurtek nie lubię, bo się ruszać nie mogę :(

24 listopada 2010

54. Justyna, 19 lat, Legnica

Moja nagość, moja świadomość siebie, poczucie własnej wartości – zgniecione i rzucone w kąt. Na samym początku było normalnie, rozebrałam się, stanęłam w odpowiednim miejscu, zaczęłam pozować. Im dłużej tak stałam tym bardziej traciłam pewność siebie. Czułam się nieatrakcyjna i czułam, że nie spełniam oczekiwań, które narzuciłam sobie z góry. Czułam w sobie wszystko to, co zwykłam słyszeć na temat nagości, że powinna wzbudzać we mnie poczucie wstydu, jest tematem tabu, czyli takim, którego nie należy poruszać. Czułam ogromny wstyd wobec tego jaka jestem i tego jaka jeszcze nie jestem. Tym razem nie podołałam. Podczas zdjęć umysł podsunął mi obrazy, które sprawiły, że nie byłam w stanie tego zrobić, byłam rozdarta, ponieważ sądziłam, że te zdjęcia będą ważnym epizodem w moim życiu i pewnym etapem przez który pragnę się przedrzeć, by stać się lepsza dla samej siebie. Nie potrafiłam być sobą, obnażoną i odkrytą z wszelkich masek. Nakładając ubranie nakładamy na siebie pewne emocje, jakie wzbudzają. Ubrania mogą nas zakryć, ukryć to kim naprawdę jesteśmy, możemy się dzięki nim wtopić w tłum czy utracić osobowość. Zdejmując ubranie odzieramy się z wszelkich fałszywych emocji, ze złudzeń, z masek, którymi skrywamy się na co dzień i często na to wszystko może nam zabraknąć odwagi, tak jak mnie.

Lubię. Jestem typową artystyczną duszą. Lubię się zachwycać. Koronkową bielizną, poranną mgłą, chmurami. Lubię poranną gorzką kawę i tę popołudniową, na słodko. Lubię mieć czas dla siebie, dla bliskich. Lubię się do kogoś przytulić, pocałować z kimś w mieście, tak publicznie, może zbyt spontanicznie. Lubię słodycze, nie potrafię się im oprzeć. Lubię, gdy nie muszę nikogo udawać, czuję się w pełni akceptowana. Jestem normalną kobietą, ktoś mógłby powiedzieć, że dziewczyną. To nie ma znaczenia. Mam swoje wady i zalety, przede wszystkim lubię, gdy widzę jak powoli te wady zwalczam.

Nie lubię gdy ktoś pozuje, jest nienaturalny. Sama siebie też za to nie lubię, że często wkładam na twarz maskę, udaję kogoś kim nie jestem. Są sytuacje, gdy zastanawiam się czy ja to ja. Nienawidzę tych sytuacji. Nienawidzę swoich zmiennych nastrojów, nieogarnięcia i ciągłego odpowiadania „nie wiem”. Chciałabym lepiej siebie poznać, mam wrażenie, że wiem o sobie najmniej ze wszystkich osób, z którymi przebywam.

53. Mariusz, 34 lata, Trzebnica

Nago rzadko się pojawiam chyba, że okoliczność wymaga, ale to i tak w "ubraniu" dalej jestem. Chociażby w postaci listka...

Lubię. Ciepły, luźny i praktyczny, w którym czuję się swobodnie i nie muszę się zastanawiać nad tym czy się na przykład nie pobrudzę, a jeśli już, to pralka ma zajęcie.

Nie lubię "kołnierzyków" i eleganckich garniturów, w których trzeba na baczność stać, bo jak się usiądzie to ciągnie tu i tam, albo koszula wyłazi.

19 listopada 2010

52. Kaśka, 30 lat, Przedwsie Wrocławskie

Nagość. Nie znam się nago, cały czas coś mi się zmienia, nawet nie zdążę się z tym oswoić, zaakceptować, więc jest to dziedzina cały czas do odkrywania, wiecznego buntu lub zachwytu, walki, zmagań i całej reszty. Jest prawdą, to przynajmniej jest pewne.

Lubię. Nie umiem zdecydować się na tyle, by zadeklarować się tym zdjęciem co lubię, dlatego jestem naga, albo ubrana we wszystko, a także i w nic. Jedyne co mogę założyć to fakt, że lubię wszystko, czego jeszcze nie poznałam. A to co lubię, a już poznałam, mogę równie dobrze jutro wyrzucić. Jest coś co lubię robić od pewnego czasu i trwa nadal, fotografować fasady, więc i o to moja fasada.

Nie lubię. Jest kilka pierdół, z racji tego, że już je znam, zakładam że musiały widzieć mój tyłek. Mam je za plecami, już widziałam, przeszłam, wyszłam, wyrobiłam sobie zdanie, no i się zdarzyło, nie polubiłam, albo zaczęłam nie lubić. Wszystko z czasem może się zmienić. Mały komentarz do mojego tyłka: nigdy nie zobaczę cię tak, jak może zobaczyć Cię cały świat.

16 listopada 2010

50. Natalia, 18 lat, Wrocław

Nagość – ubranie Ewy. Znaczeń ma wiele. Częste skojarzenia to porno, brak szacunku do własnego ciała czy zwrócenie na siebie uwagi. Niektórzy nie potrafią odróżnić namiętności zawartej w akcie od namiętności ukazanej w sposób wyuzdany, budzący niesmak. Myśle, ze do aktów pozują ludzie, którzy akceptują w pełni swoje ciało i znajdujące się na nim niedoskonałosci. A czy własnie przez nie nie jestesmy niepowtarzalni? Jedyni w swoim rodzaju?
Unifomy pokazują jak różni od siebie jesteśmy. Nagość to piękno w czystej postaci. Wydaje mi się, że pokazując moje ciało, nie mam nic do ukrycia. Czuję się bardzo kobieco.

Najpewniej czuję się w męskich spodniach. Wielu mężczyzn uważa, że kobieta nie potrafi podołać pewnym rzeczom, bo jest słabsza emocjonalnie i łatwiej się poddaje. Pragnę przełamać wszystkie bariery. Czuję się niezależną i silną, twardo stąpającą po ziemi dziewczyną, która wie czego chce.

Nie lubię spodni wysokich za pępek, idealnie dopasowanych, na wzór tych z lat 70-tych. Czuję się jak w nich jak rozwódka po czterdziestce, szukająca wrażeń.

13 listopada 2010

49. Marta, 21 lat, Milanówek

Myślę nagość i przewija mi się przez głowę mnóstwo słów, które mogła bym na jej temat powiedzieć. Jeżeli nie jest pseudoerotyczna w nieudanym wykonaniu to jest piękna bo w końcu jesteśmy to tylko my – ludzie. Wszyscy jesteśmy tacy sami, zazwyczaj różnych wielkości, kształtów… Każdy o tym wie, większość osób zapytana o nagość tak odpowiada. Ale inaczej bywa jeżeli chodzi o praktykę… Przysłuchałam się wielu opowieściom takich właśnie „świadomych” i „tolerancyjnych” osób, jak to napotkały zdjęcie kolegi czy koleżanki i nagle „człowiek” i „ludzkie” gdzieś się chowało, a zastępowały je takie słowa jak „kurwisko” czy „nie szanowanie się”.
No własnie, czy nagość daje przyzwolenie na przyklejanie łatki, która powinna określać tylko zachowanie? Bardzo się cieszę jeżeli ktoś jeszcze dotarł do końca mojej długiej wypowiedzi bo teraz dopiero opowiem o sobie :)

Nagość dla mnie? No właśnie. Przede wszystkim zmienia się wraz z latami świadomość własnego ciała. Z jednej strony się go nie wstydzę i kocham je, nie boję się nagości. Z drugiej strony boję się opinii takich życzliwych osób, a mieszkając w małej miejscowości trzeba temu stawić czoła. Z jednej strony coś powinno pozostać zachowane tylko dla siebie i dla bliskiej nam osoby, a z drugiej strony wszyscy jesteśmy identyczni. Z jednej strony od małego mówi się nam „be” kiedy biegamy bez majtek, a z drugiej mowi się, że nie mamy się czego wstydzić.
 
Wybierając się do Arka, a trwało to pół roku, nie wiedziałam do końca jak przedstawię swoją nagość i czy w ogóle się rozbiorę, no bo gdzie to tak, przy obcym? I wydaje mi się ze przez to doświadczenie pokonałam kolejny próg istniejący w mojej głowie.


Na codzień uwielbiam rzeczy wygodne i praktyczne. Nie mówię o byciu flejtuchem ale nie lubię jak coś ogranicza mi ruchy. Moja praca czy szkoła raczej nie pozwalała mi nigdy na strojenie się. Pracując za barem można się pobrudzić, poza tym wysokie szpilki bywają raczej zbędną atrakcją na osiem czy dziesięć godzin pracy. :P Robiąc charakteryzacje skupiam się raczej na efekcie i wpadając w wir pracy nie myślę o tym czy gniecie mi się teraz super droga sukienka czy nie zniszczę obcasów biegając do poprawek (i przy okazji nie skręcę sobie nogi czy co gorsze karku :P). Jednak lubię też poczuć się kobieco dlatego kocham bieliznę retro, a szczególnie gorsety, które odkryłam parę lat temu.;-)
 
Nie znoszę wesel. Natapirowanych, wybrokatowanych koków, okropnych kiecek, w których młode dziewczyny się postarzają, a starsze kobiety odmłodzają. Całej parady papug, muzyki i oddechów wujków po paru głębszych, którzy nie rozumieją co oznacza słowo nie, gdy nie chcesz tańczyć, ale za to wiedzą jak skutecznie zdeptać ci w tańcu stopę.

7 listopada 2010

48. Paulina, 19 lat, Wrocław

Bardzo lubię leginsy i zwykły t-shirt, ponieważ... hmm wychodząc gdziekolwiek w tym stroju czuję się kobieco i sexownie! Poza tym lubię bo mój chłopak ich nie lubi, bo ponoć się za bardzo błyszczą... jakiś tradycjonalista z niego chyba ;-)

Nie lubię, a wręcz nienawidzę! W rajstopach! Najbardziej jestem na NIE do spodni. Sukienkę przeżyję, bo musi być ciepło, ale spodnie odpadają...chyba już wolałabym męskie kalesony!

Moja nagość... bardzo ją lubię i swobodnie się z nią czuję. Nie czuję wstydu, a eksponowanie jej czasami wręcz sprawia mi przyjemność, bardzo pozytywnie do tego podchodzę. Coś tam bym w sobie zmieniła, ale chyba i tak cieszę się z tego co jest. Pełna akceptacja.

5 listopada 2010

47. Damian, 18 lat, Wrocław

Nagość. Ciało to dla mnie jeden z najważniejszych atrybutów. Moją pasją jest fotografia i taniec, w których to własnie ciało wyraża wszystkie emocje. Nie uważam jednak, by było jedynie komercyjnym narzędziem do zarabiania pieniędzy. Aby rozebrać się przed obiektywem trzeba mieć świadomość własnego ciała, akceptować swoje wady i zalety, dokładnie znać każdy jego szczegół. Chyba tak w ogóle nie wstydze sie tylko przed kimś, kogo kocham.

Lubię. Każdy ma jakieś upodobania, a ja uwielbiam swoja piżamę. Tylko w niej czuję się naprawdę swobodnie; nie znoszę, kiedy podczas snu, pod kołdrą, elementy ubrania uwieraja mnie, krępuja moje ruchy, dlatego zawsze ubieram koszulkę z długim rękawem i długie spodnie.
Nie mógłbym także spać jedynie w bokserkach i koszulce, ponieważ wtedy zwyczajnie jest mi zimno i czuję każdy element pościeli oraz łóżka.
W mojej piżamie lubię także chodzić jeszcze długo po tym, kiedy wstanę. We własnym domu śniadanie przeważnie jadam w piżamie, często nawet obiad. Zdarzały się sytuacje, kiedy w piżamie wyszedłem do pobliskiego sklepu, czuję sie w niej tak dobrze, że czasem o niej zapominam. Ubieram się zawsze adekwatnie do okazji. Nie zawsze zwracam uwagę na wygodę, na pierwszym miejscu jest u mnie jakość i styl, ale w nocy, kiedy jestem sam i chcę sie wyspać, nic nie może mi w tym przeszkodzić.

Nienawidzę. W moim stylu ubierania się stawiam przede wszystkim na niepowtarzalność, interesuje mnie moda, jednakże nigdy nie chciałbym nosić tego, co tłum innych osób i w taki sposób, jak większość.
Szczegolnie nienawidzę pewnych zwyczajów samego noszenia ubrań. Jednym z nich jest nagminne wkładanie koszuli do spodni, nieważne jaka to jest koszula. Denerwuje mnie pewien styl, w którym spodnie są bardzo nisko opuszczone, a do nich włożona jest jeszcze koszula, w efekcie czego podnie są podciągniete i spiete paskiem już na brzuchu, a nie tam, gdzie sie powinno.
Nienawidzę dokładności, rutyny i dbania jedynie o wygodę. Preferuję artystyczny nieład i awangardowość, dlatego wszelkie przejawy tzw. „swojskości” bardzo mnie irytują. W takim zestawie czuję sie skrępowany, niechlujny i napiętnowany przez otoczenie, które na mnie patrzy. Wiele ludzi nawet tego nie zauważa, a dla mnie jest to jedna z najgorszych wpadek.

4 listopada 2010

46. Marcela, 23 lata, Świdnica

Każdy z nas ma w swojej garderobie rzeczy, w których dobrze wygląda, dobrze się czuje, które lubi, a także takie, które trafiły tam przez przypadek. Współpracując z Arkiem przy realizacji jego projektu wybrałam dwie rzeczy godne uwagi – małą czarną, oraz piżamę. Dlaczego? Zaraz się dowiecie czym się kierowałam dokonując wyboru.

Wybierając strój, w którym najlepiej się czuję bez zastanowienia sięgnęłam po piżamę. Biorąc pod uwagę fakt iż przesypiam połowę doby, piżamę traktuję jako moją drugą, b. naturalną skórę. Kładąc się spać nie zastanawiam się „co powiedzą ludzie kiedy mnie zobaczą”. W zależności od nastroju, sytuacji jakie miały miejsce w ciągu dnia, chęci bądź jej braku, wkładam na siebie to na co mam ochotę. Kolor, fason, długość – to wszystko, może i wbrew pozorom, ma duży wpływ jaki będzie mój stan emocjonalny następnego poranka. Moim zdaniem bielizna nocna jest tak samo ważna, a może i ważniejsza, od bielizny, którą nosimy na codzień. Zapytana o to w czym najlepiej się czuję, śmiało odpowiem – w tym, co jest tylko moje i tylko dla mnie – w piżamie. W tym, co nakładam na noc śniąc o jutrze!

Każda kobieta w swojej garderobie powinna mieć „małą czarną”. Mała czarna w wersji klasycznej to przede wszystkim dyskretny urok i szyk. Uważam, że taki strój potrafi zmienić największą sportsmenkę w piękną, subtelną, pełną wdzięki i elegancji kobietę. Od wieków pozostaje strojem, który nosi się w każdym wieku, do każdej figury, dopasowując ją na każdą okazję. Niestety ja, nie mam za wielu okazji żeby pokazać się w niej światu. Dlatego chcę by świat ujrzał mnie własnie w tym ubiorze. Czy jako kobieta utożsamiasz się z tym, co powiedziałam? Czy jako mężczyzna podzielasz moje zdanie?

Nie ma ludzi idealnych, jeśli ktoś uważa, że jest piękny, najwidoczniej jego lustrem jest photoshop. Musimy cieszyć się z tego co mamy, z uniesioną głową iść przez życie pokazując jak bardzo cenimy samych siebie. Słyszeliście słowa „ja to ja, to jasne jak dwa razy dwa”? Z tym mottem idę przez życie, nie udaję kogoś, kogo chciałby zdobyć świat. Jestem sobą, w każdej postaci, będąc naga, mając na sobie piżamę, czy zakładając na siebie moją „małą czarną". Moja nagość, stworzona przez Boga, jest w 100% moja, jest naturalna, nieulepszana...

Dziękuję Arkowi, że mogłam pokazać się taka, jaka jestem, a nie taka, jaką widzą mnie inni!

29 października 2010

Komunikat

Przez jakiś czas fotografie zamieszczone na blogu mogą być niewidoczne. Będzie to spowodowane zmianą dostawcy usług hostingowych, czyli serwera na którym fotografie są przechowywane. Za niedogodność przepraszam i mam nadzieję, że sytuacja unormuje się w ciągu 24 godzin.


pozdrawiam
Arek

27 października 2010

45. Agnieszka, 26 lat, Świdnica

Nago. Zawsze byłam pewna,że nigdy, przenigdy się nie rozbiorę przed obiektywem nawet do bielizny. Bałam się wstydu, wyśmiania, odtrącenia ze strony bliskich i swoich fizycznych niedoskonałości. Myślałam, że pozowanie nago poniża godność kobiety i zmniejsza jej szacunek do samej siebie i mężczyzn do niej. Jednak z czasem gdy dojrzałam swojej cielesności i zrozumiałam że ważne jest to aby nie wstydzić się samej siebie i ważne jest to co sami o sobie myślimy i jaką wartość własną mamy. Jak ktoś cię ma szanować to i tak uszanuje czy będziesz nago czy w ubraniu. Nagość w sztuce typu akt artystyczny to uważam, że jest czymś innym niż nagość przed kimś obcym nie skupionym na pracy jako artysta typu np. fotograf, malarz. Dzięki któremu możemy nie tylko się dowartościować i pokochać własne ciało ale również dzięki pięknym zdjęciom w której pięknie prezentuje się nasza nagość możemy uwierzyć w siebie i swoje piękno kobiece. Od czasu gdy zaczęłam pozować do aktów zauważam, że każde kobiece ciało jest piękne, tylko trzeba umieć to wydobyć. Niestety jako kobieta o nieidealnej figurze muszę fotografa naprawdę dobrze poznać by móc mu pozować i co za tym idzie zaufać, że dobrze i ładnie mnie pokaże mimo, iż moja figura dużo odbiega od ideału.

Nieodłącznym elementem nagości jest zawsze na początku wstyd który towarzyszy nam niezależnie od sytuacji. "Wstyd jest elementem człowieczeństwa, godności, znakiem transcendencji" jak twierdzi Krzysztof Piesiewicz. Całkowicie się z tym zgadzam, dla każdego jest ona czymś bardzo ważnym, każdy z nas stara się chronić swoją nagość. A jak pokazywać to godnie i ze smakiem by stanowiła piękno i pokazywała szacunek nas samych do siebie a nie wulgarnie kompromitowała czy odstraszała innych do pozowania w tym zakresie. ”Wszystko co ludzkie nie jest mi obce” tak głosi hasło humanistów i w tym jest pełno prawdy wszystko co jest z umiarem pokazane może być piękne...

Lubię. Jestem kobietą a jak każdy wie kobieta zmienną jest i mimo,że subtelna blondynka ze mnie jest, to i tak, ja w całym tym obłoczku delikatności staram się mieć w sobie to coś, co czyni mnie bardzo, bardzo kobiecą... Na co dzień zwariowana, szalona i mała niepozorna a jednak wulkan energii wszędzie mnie pełno nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Lubię zaskakiwać, lubię oryginalność wśród ludzi którzy podkreślają swoją odrębność i światopogląd oraz sposób myślenia poprzez specyficzny styl ubierania się. Potrafię postawić na swoim ale na pierwszy rzut oka sprawiam wrażenie ciekawej jednak zamkniętej w swoim świecie dziewczyny.

Gdy się mnie lepiej pozna można się przyzwyczaić do mojego stylu bycia i ubieranie się. Czasem jestem bardzo dziewczęca, lubię wysokie szpilki, obcisłe spodnie i bluzeczkę z dekoltem zazwyczaj wtedy żaden mężczyzna nie jest w stanie oderwać ode mnie wzroku. Zmysłowe piękno może niekiedy przybierać nieco bardziej wyrazistą formę „kobiety – wampa”. Wampem się czasem bywa na użytek określonej sytuacji. Ja uwielbiam czasem poczuć się jak 100% kobieta i przebrać się za wampa, ale oczywiście z gustem i umiarem. Nie lubię przesady i tandety. Czasem miło jest podkreślić co nieco śmielszym strojem. A tym samym siebie i innych zaskoczyć z delikatnej i kruchej istoty zrobić z siebie boginie kobiecości mimo zbędnych kilogramy i mnóstwa kompleksów i czuć się pięknie choćby tylko dla siebie.

Nie lubię kiedy nieznajomi ludzie pytają mnie o wiek. Często czuje jak poważnie wyglądające osoby zachowują się z wyższością jest to bardzo irytujące. Jestem bardzo niska, mam ledwo 164 cm wzrostu. Nie jestem najszczuplejsza jeśli chodzi o brzuch. Mam okrąglutką, mam dosyć dziecinne rysy twarzy, maleńkie stopy (roz. 36) Jednym słowem, nie wyglądam na swój wiek. Ludzie dają mi max. 18 lat. Bardzo utrudnia mi to życie. Chciałabym wyglądać na swój prawdziwy wiek tj. 26 lat. Nie nawiedzę być postrzegana jako dziewczyna prostolinijna i niewinna, grzeczna. Ponieważ czasami czuje, że mam diabła za skórą czyli dziewczynka robiąca złe rzeczy.

Śmieszy mnie czasem jak niektórzy mężczyźni patrzą na mnie powierzchownie i czasem z góry traktują jak przysłowiową pustą blondynkę” po paru minutach są zszokowani, że potrawie wypowiedzieć się bardzo inteligentnie a czasem innym pomóc i doradzić co z reguły daleko odbiega od osoby płytkiej emocjonalnie i mało inteligentnej.

Drażni mnie również jak ktoś mi udziela rady co mam robić, nie mam zamiaru przez to się katować i głodówki robić na czyjeś życzenie. Jeśli się komuś nie podoba to, że nie mam figury jak miss polania to niech zacznie w końcu siebie pilnować. Wygląd jest ważny, jasne ale nie najważniejszy pewnie, że dbam o wygląd, ale nie obsesyjnie. Nienormalne jest to,ze u niektórych osób wszystko zależały od wyglądu. No, niestety, niektórzy już tacy są. To żałosne. Przecież mimo zmiany wyglądu nadal się jest tym samym człowiekiem. Każdy jest jaki jest, każdy ma swoje mankamenty. Ale musimy je zaakceptować bo na świecie nie ma osób idealnych. Uroda kiedyś przeminie, a to co masz w środku zostanie. Nienawidzę ciągłych zmian w życiu i chaosu. Nie lubię również czekać i przychodzić za wcześnie na umówione spotkanie. Jedyną rzeczą której w sobie nie lubię a jednocześnie lubię, to to, że nie obrażam i nie złoszczę się na nikogo za długo. Zazwyczaj jak się zdenerwuje to potrafię swój gniew i wściekłość pokazać, ale jednocześnie dość szybko mi to przechodzi.

15 października 2010

44. Ola, 21 lat, Wrocław

Nago. Nie jestem, i nigdy nie będę modelką wybiegową. Nie mam zamiaru katować się dietami czy nudnymi ćwiczeniami na siłowni. Nago czuję się pewniej niż w ubraniach. W końcu, żeby dobrze dobrać strój trzeba się na tym znać, a żeby dobrze wyglądać nago wystarczy kochać swoje ciało. Uwielbiam pozować do aktów. Niestety mentalność mojej rodziny i ogółu polskiego społeczeństwa zmusiła mnie bym zaprzestała tego niecnego procederu. A szkoda.
Ktoś mógłby uznać, że jestem osobą bezkrytyczną i bez kompleksów. Nic bardziej mylnego. Mam ich kilka, ale staram się o tym nie myśleć. Za to jednego bardzo poważnego ukryć nie potrafię. Nie znoszę swoich dłoni. Najchętniej cały czas chodziłabym w rękawiczkach!

Lubię być naprawdę kobieca. I nie mam tu na myśli panującej mody na tipsy i mini spódniczki. Moim bezkonkurencyjnym wyznacznikiem stylu jest Audrey Hepburn. Piekna, delikatna i dziewczęca a przy tym naprawdę seksowna. Na niej się wzoruję. Prostota i elegancja. Figlarność i zmysłowość. Stroje, które podkreślają naturalną urodę, a nie ją zasłaniają.

Nie lubię seksownej bielizny. To zadziwiające jak okropne rzeczy potrafią robić sobie kobiety, żeby podobać się mężczyznom. Kiedyś były gorsety i krynoliny, dziś ich miejsce zajęły stringi i usztywniane biustonosze. Prawda jest taka, że ta najładniejsza bielizna, koronkowa, na drobniutkich tasiemkach jest ekstremalnie niewygodna.
Czy ją noszę? Oczywiście. W końcu chcę być seksowna, eksponować swoje ciało jak najlepiej i czuć się zauważana. Pani pokazująca się na ulicy bez stanika kojarzy się z osobą niechlujną, niezbadaną lub ostentacyjnie ekstrawagancką, a przecież to nic innego jak pokazywanie swych naturalnych walorów. Bez oszustw.

9 września 2010

Zaskakująca wygrana :)


Jakże mi było miło, kiedy dowiedziałem się o zwycięstwie mojego bloga w konkursie Świata obrazu. Został on wyróżniony przez jury konkursu, co szczerze mówiąc było dla mnie sporym zaskoczeniem.

Tym samym pozdrawiam i dziękuję wszystkim, którzy do tej pory wzięli udział w projekcie gdyż bez Was tego wyróżnienia z pewnością by nie było.

Jednocześnie zapraszam wszystkich chętnych, już od października wznawiam publikowanie nowych postów.

31 sierpnia 2010

43. Kinia, 24 lata, Lublin

Nago
Pokazywać się nago to co innego, ale mówić o tym to już inna para kaloszy. Łatwiejsze jest jednak przynajmniej dla mnie obnażanie ciała aniżeli duszy i dlatego trochę bałam się tej sesji. Z kobiecą seksualnością to nie jest prosta sprawa i choć mówię w imieniu swoim wiem, że wiele z was się ze mną zgodzi. Ciało kobiety i jej seksualność jest jednocześnie czymś coś cieszy i czymś co boli. To jest atut i balast. Piękne ciało zdaje się nam odbierać prawo do intelektu. Dlatego czasem bardzo je lubię, a czasem chciałabym się od niego uwolnić. Kobiety wychowywane są w poczuciu wstydu, ale nie mówię tu o skromności, ale o wstydzie, o tym co jest „fe”. Choć żyjemy w kraju cywilizowanym, kobiecie nadal jest wpajane, że rodzi się po to by służyć mężczyźnie. Myślę, że w obecnych czasach to co obserwujemy, tę sztuczną manifestację wolności kobiet w zakresie seksu, jest w rezultacie konsekwencją wychowania. Boimy się dotyku, boimy się bliskości, a jednak wiele kobiet tak łatwo „sprzedaje” się za chwilę ciepła. Tak mało jest w nas normalności, tak wiele zezwierzęcenia. A przecież i seksualność i dotyk są czymś na wskroś normalnym, czystym i dobrym. Przynajmniej tak być powinno.

Lubię
Mam ogromną słabość do ludzi i w związku z tym bywam wobec nich naiwna jak dziecko. To najbardziej konkretne z moich upodobań, pewnie dlatego najbardziej lubię fotografować ludzi. Lubię widzieć człowieka, który jest na swoim miejscu. Takiego, który dobrze się czuje ze sobą, którego pasja jest jednocześnie jego pracą. I bardzo bym sobie życzyła, żeby takich ludzi było jak najwięcej. Niestety lubię się smucić, choć ciężko się do tego przyznać, ale to prawda. Choć fotografie zdają się temu przeczyć ze smutkiem mi jest najbardziej do twarzy. Lubię się śmiać, gdy coś mnie raduje i ryczeć jak bóbr oglądając po raz setny „Miasto aniołów”. Niezwykle sobie cenię „święty” spokój, ale nie rutynę. Uwielbiam stan zakochania. Lubię dobrze wyglądać -cóż w końcu jestem kobietą i szczypta próżności nie jest mi obca. Tę sukienkę kupiłam na ślub przyjaciela, po bezowocnych poszukiwaniach partnera na tenże ślub, postanowiłam, że muszę sobie jakoś ten fakt zrekompensować. Chciałam wyglądać olśniewająco. A wszystko przez to, że kobieta bez mężczyzny jest postrzegana jako „ułomna”, „niekompletna” i choć nie myślę w ten sposób o sobie to przecież i tak ktoś mi dorobi gombrowiczowską gębę.

Nie lubię
Ach to najprostsze z pytań, bo nie lubić jest łatwiej niż lubić. Tak samo jak mówienie o sobie źle jest prostsze niż mówienie dobrze, bo mówić dobrze nie wypada. Za to bardzo wypada ponarzekać. Korzystając więc z okazji powiem, że nie lubię bardzo głupoty ludzkiej, mam na nią alergię wręcz. Nie chodzi mi o prostolinijność ludzkich umysłów, ale o głupotę podszytą perfidią. Nie wiem skąd się biorą pokolenia mózgów wypełnionych próżnią, które z głupoty starają się zrobić swoją wizytówkę. Czy jest coś równie głupiego? Źle znoszę konfrontację z niesprawiedliwością i gdy jestem jej świadkiem jak rzadko kiedy potrafię się unieść. Nie lubię niezdrowych objawów egoizmu od których chorują wszyscy, którzy są najbliżej Pana Ego. Dyskryminacji nie lubię, szczególnie ze względu na płeć, tym bardziej, że często jestem jej przedmiotem. Sama sobie wniosę szafę na ósme piętro drodzy Panowie. Na koniec jeszcze dodam, że odziedziczyłam po prababce–malarce głębokie poczucie estetyki, więc eksponujemy atuty chowamy wady. Posiadanie brzucha jest powodem do dumy tylko w stanie błogosławionym. Golfów nie lubię, bo mam krótką szyję i golf nie ma dekoltu.

5 lipca 2010

Wakacje 2010

Drodzy czytelnicy,

Nie da się ukryć, że nadeszły wreszcie upragnione i długo przez wszystkich wyczekiwane upalne dni. Po prostu lato pełną gębą. Coraz trudniej się skupić na czymś poważnym, coraz bardziej zaprząta nam głowy hamak wiszący w cieniu drzewa, śpiew ptaków, spacer w lesie, kąpiel w jeziorze. Sezon ogórkowy w pełni :)

Ponieważ wybieramy się z żoną na bardzo długą i daleką wyprawę przez Europę, dlatego na czas wakacji zawieszam bloga i „Moje uniformy”. Poza drobnym incydentem jaki prawdopodobnie wydarzy się w sierpniu, nie będę w tym czasie nikogo fotografował. Wrócimy do projektu dopiero w październiku.

Mam przy tym ogromną nadzieję, że od jesieni nie zabraknie Was, odwiedzających bloga, że nie zapomnicie o mnie i o osobach, które w projekcie wystąpiły, a może w którymś z Was dojrzeje myśl o wzięciu w nim udziału.


Do zobaczenia już wkrótce.
:)

42. Ula, 24 lata, Warszawa

Nagość. Nie jestem idealna, ale idealnie się z tym czuję. Akceptuję siebie w pełni, a dla osób, które szukają akceptacji proponowałabym zgłosić się do jakiejś grupy wsparcia. Jeżeli chodzi o nagość kiedyś jak większość kobiet uważałam, że powinna być dla kogoś wyjątkowego... Jednak do niektórych decyzji się dorasta i pewne zdarzenia losowe zmieniły moje podejście. Moja przygoda z fotografią na początku była robieniem komuś na złość, z biegiem czasu balsamem dla duszy i zdeptanego serca.
Nagość to nieuchwytny dar urzekania, który sprowadza się do tego, że czuję się dobrze w swojej skórze.

Lubię. Każda osoba ma swój styl, mniej lub bardziej wyraźny. Staram się ubierać w kolory, bo wg mnie w jakiś sposób odzwierciedlają osobowość i samopoczucie. Lubię wysokie szpilki, częste zmiany w wyglądzie oraz poznawanie nowych ludzi. Dobrze czuje się zarówno w dresie i adidasach jak i w sukience i obcasach. Lubię być sobą.

Nie lubię. Jeżeli czegoś nie lubię to po prostu tego nie posiadam bądź unikam. Takie rzeczy jak biżuteria, futra, spódnice czy sukienki do kolan i niżej jakoś specjalnie mi nie odpowiadają. Nie zniosę też kobiet, które ilorazem inteligencji przypominają kapustę... Poza tym zawsze lepiej dogadywałam się z facetami, może dlatego , że sama miałam być chłopcem... ;)

4 lipca 2010

41. Ania, 26 lat, Bełchatów

Nago. Ponieważ wyglądam jak wyglądam, jak zresztą widać, to nie przepadam za nagością. Źle się z nią czuję bo jestem świadoma tego, iż widać mi nawet najmniejszą kosteczkę jaką człowiek może posiadac. Przez to moja pewność siebie trochę jest słabsza. Jednak wiem, że Bóg mnie właśnie taką stworzył i muszę akceptować się taką jaką jestem i staram się to robic pomimo wszystkiego.

Lubię. Najbardziej lubie być sobą. Lubię czuć się swobodnie i dlatego często wieczorami zakładam na siebie cos wygodnego, coś co nie ogranicza mnie ruchowo. Wtedy wiem, ze odpoczywam po ciężkim dniu. Wtedy też próbuje  analizowac wszystko co się wydarzyło parę godzin wcześniej.

Nie lubię. Największym moim problemem i utrapieniem jest chyba to, że ciężko jest mi kupić coś na siebie kobiecego i dopasowanego, co podkreśla  figurę. Często muszę ubierac się w stroje, których raczej bym nie założyła. Wtedy czuję się jak przysłowiowy „wieszak”, nieatrakcyjnie.

3 lipca 2010

40. Asia, 27 lat, Warszawa

Lubię czuć się swobodnie, lubię hedonizować się, lubię dobrze zjeść. Lubię swobodę i naturalność. Także w nagości. Podoba mi się nagość bez podtekstów erotycznych, wolna, swobodna i naturalna. Poza własnym domem zażywam takiej głównie w saunie, którą uwielbiam. Stąd ten ręcznik na głowie.
Na drugim biegunie tego wszystkiego jest pindrzenie się. Czasem przytrafiają się okazje, kiedy trzeba wdziać ponętne ciuchy, namalować sobie maskę i w ogóle pięknie wyglądać. Nie przepadam za tym, ale żeby podciągnąć to jeszcze bardziej ustroiłam się w bardzo złym stylu. Ssacze wypustki wyskakujące z ciuchów, dzióbki i mini. Przez moment stałam się słodką lasią.

16 czerwca 2010

39. Róża, 26 lat, Jelenia Góra

Nagość. Nie przywiazuję do niej wagi, jest bo jest. Ze wszystkimi wadami i zaletami akceptuję. Lubię nagość kiedy jest ciepło i w kąpieli. Lubię zapach ciała. Mój, mojego dziecka i mojego partnera. Lubię moje nago-nago.

Lubię być Mamą, być blisko mojej córki, lubię ją przytulać i nosić. Naszym codziennym, ulubionym Uniformem jest chusta do noszenia dzieci. Dzięki niej czuję się wolna, nie ma dla nas choćby barier architektonicznych. Dzięki niej mam wolne ręce i mam swoje dziecko przy sobie. Nasza bliskość mnie uspokaja i uskrzydla. Sprawia, że życie płynie w rytmie bicia serca. I jeszcze lubię być w ciąży, daje takiego pozytywnego kopa, lubie sama przed sobą czasem powypinać brzuch, wtedy przyjemne wspomnienia wracaja :) Lubię swobodę i wolność.

Nienawidzę gdy ktoś oczekuje, że będę się usmiechać kiedy nie mam na to ochoty, kiedy ktoś bagatelizuje moje uczucia i próbuje mi wmawiac, ze inną Ja będę tą lepszą Ja. Nie lubię sztuczności. I nienawidzę nienawidzieć ;) Nie lubię tego uczucia przede wszystkim.
Nie lubię mieć rozpuszczonych włosów ani przyciasnych sukienek.

12 czerwca 2010

38. Viktoria, 19 lat, Prudnik

Nago. Nie, dziękuję. Tkwię w przekonaniu, że odkrywanie ciała zarezerwowane jest dla tych, którzy mają co pokazać, a ja do tego grona nie należę. O ile w ładnym „opakowaniu” czuję się świetnie, to razem z ubraniem zrzucam całą pewność siebie. Dlatego też elegancka bielizna jest dla mnie bardzo ważna, bo gdy staję przed lustrem, pozwala mi poczuć, że nawet to czego nie potrafię do końca zaakceptować, może wyglądać dobrze.

Lubię wyglądać kobieco, elegancko, wyrafinowanie. Koszula i ołówkowa spódnica, czyli to, co większości kojarzy się z nudnym, biurowym strojem, jest moim żywiołem. Nie muszę mieć szafy pełnej rzeczy, kóre są aktualnie modne. Grunt, że podobam się sobie w tym, co zakładam. Najczęściej wybieram ubrania w czerni i bieli, bo to daje mi większe pole do popisu w kwestii doboru barwnych dodatków. Stąd też maniakalnie kolekcjonuję krawaty, muszki, paski, kokardy, brosze i różnego rodzaju dodatki w stylu retro - często „złowione” w second-handach. No i jak każda kobieta uwielbiam buty!

Nie lubię ubrań, w których wyglądam bezkształtnie. Z reguły zakładam je tylko do sprzątania. W mojej szafie nie uświadczysz sportowych bluz, dresów, koszulek żywcem zdjętych ze starszego brata. Luźne T-shirty kojarzą mi się wyłącznie z lekcjami WF-u, których nawiasem mówiąc, nie odbywam od III klasy szkoły podstawowej. ;) Taki „uniform” nie ma w sobie ani nuty kobiecości, a ja nie lubię tego sobie odbierać.

30 maja 2010

37. Kamila, 17 lat, Wrocław

Nago. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Jestem młodą kobietą, którą ze wszystkich stron atakują obrazy „idealnej kobiety”. Często mnie to przeraża, wpędza w zamyślenie i oczywiście natychmiast nasuwa mi się pytanie – czy jestem tak piękna jak one? Staram się kształtować swoją samoakceptację, na którą nie będzie miał wpływ otaczający świat kreowany przez media. Pomysł na zdjęcie – spontaniczny, ale bardzo prawdziwy. Moja nagość, jest dla mnie… mogę pokazać jej kawałeczki… ale nie wszystko na raz! :) Na zewnątrz chowam ją pod ubraniami, bo najważniejsze i najpiękniejsze jest to co niewidoczne dla oczu!

Lubię. Uwielbiam, kocham moich przyjaciół. Ta sukienka kojarzy mi się z moimi urodzinami, kiedy wszyscy byli ze mną, śmiali się tańczyli, pili za moje zdrowie. Wspaniały wieczór, niezapomniany! Chwile z nimi spędzane należą do najlepszych w moim życiu, bo to przy nich śmieję się bez końca, zapominam o wszystkich problemach i cieszę się chwilą! Poza tym ta sukienka dobrze obrazuje, że dbam o swój wygląd, przywiązuje do niego uwagę, ale bez przesady, bo nie jest to przecież najważniejsze. Staram się ukazywać swoje zalety a, ukrywać wady.

Nienawidzę. Dlaczego przepaska na ustach? Bo otacza Nas często zbyt wiele negatywnych emocji, które swoje ujście znajdują najczęściej przez Nasze usta… Są one potrzebne w naszym życiu, ale ich celem według mnie nie jest ranienie, sprawianie bólu innym. Dlatego nienawidzę, nie lubię, wystrzegam się tego jak tylko mogę… Zaczynając od samej siebie staram się, by przekształcać negatywne emocje skierowane do innych w konstruktywne rozmowy. Bo rozmawiać uwielbiam :)

27 maja 2010

36. Edycja, 22 lata, Kędzierzyn-Koźle

To jest moje 5 minut, a ja nie umiem się słownie streszczać. Bo kiedy skończę pisać, przeważnie przypominają mi się najciekawsze wypowiedzi.

Nagość jest dla mnie czymś naturalnym. Wszyscy mamy to samo, istnieją tylko płeć męska i żeńska, i wszyscy wiemy, gdzie co się znajduje i jak co się nazywa. A jednak spotykam ludzi, którzy wstydzą się swojego ciała. Może dlatego, że mimo iż mamy wszystko podobne to jednak wyglądamy i czujemy inaczej. Przeszłam długą drogę aby siebie zaakceptować jak mnie geny uformowały czy natura stworzyła, pewnie pytacie się dlaczego mając taka figurę? Otóż w klasie podstawowej byłam dziewczyną, która najszybciej dojrzewała i była najwyższa ze swoich rówieśników, a wiemy jakie dzieciaki potrafią być w tym wieku... Cieszę się, że moje ciało jest teraz jakie jest: z bliznami (po samookaleczeniach - tak, ból, swego czasu, potrafił mnie podniecić), z widocznymi żyłami, popękanymi naczyńkami krwionośnymi, ze skórą pomarańczy na pośladkach. Co z tego, że innym mogę się nie podobać, ale to jest moje i ja to czuję i nareszcie podobam się sobie samej. Bo to najważniejsze, prawda? Wracając do tej naturalności, nie golę się. Niestety, bardzo ciepłe dni zmusiły mnie do zgolenia włosów pod pachami. Lubię swój zapach, ale nie znaczy, że muszę dzielić się z innymi. A prywatność? Mam i jest ona niewidoczna dla reszty. Nie boję się szukać swoich cielesnych granic i z chęcią eksperymentuję, bo Jestem człowiekiem i nic co ludzkie nie jest mi obce. Terencjusz.

Jest wiele rzeczy, które lubię i nie mogłam się zdecydować, które wybrać, bo każda z nich posiada coś szczególnego, ma inne znaczenie i inaczej na mnie działa. Także zdecydowałam się, że podzielę się tym, co uwielbiam. Moim nałogiem są gorsety, ale nie te bieliźniane, które potrafią zepsuć całokształt atmosfery, ale te porządne i bardzo dobrze szyte. One są bardzo drogie, więc mam ich niewiele w moim posiadaniu. Czuć się ściśniętym w talii jest dla mnie wspaniałym uczuciem. Co z tego, że moja pupa jest wtedy nieproporcjonalnie duża, ale ja to właśnie uwielbiam. Niedoskonałość i nieidealność, bo wtedy nie jest monotonnie. Ale co najbardziej mnie urzeka, to uczucie odciśniętej skóry po ściągnięciu gorsetu, uwielbiam po niej jeździć opuszkami palców i czuć pod nimi jej fałdy. Nie można zapomnieć o paskach i pończochach nylonowych ze szwem. Marzy mi się tak ubierać codziennie, jako bieliznę. I majtki takie zabudowane wysokie do talii. Mrrr... Nie czuję się wtedy jak babcia, bo ktoś pomyśli staroświecka, na to mówi się inaczej: wyrafinowana erotyka z lekką nutką retro. Czuję się wtedy Kobietą przez duże K. Od zawsze lubiłam się wyróżniać i nie nosić tego co wszyscy. A! Zapomniałabym o najważniejszym. Jestem fetyszystką włosów i myślę, że w tym miejscu nie trzeba więcej pisać, słowo fetysz mówi samo za siebie. Jestem dziwna i dobrze mi z tym.

Nie lubię kiedy widać mi bieliznę, gdy siadam czy pochylam się. Jestem wręcz na to uczulona i prawie przy każdym siadaniu, dłonią sprawdzam plecy czy coś nie widać. Ale to też zależy od sytuacji, w której się znajduję i w co jestem ubrana. To samo tyczy się (za) dużych dekoltów. Uważam to za niesmaczne i niekobiece. Ja rozumiem coś prześwitującego, ale nie to, co wystaje, gdzie nie powinno. Śmieję się z takich dziewczyn, które nie zwracają na to uwagi. Muszę nawet powiedzieć, że miałam okazję zobaczyć wystające majtki znad spódnicy u starszej kobiety, ba! nawet mojej nauczycielki. Nic tylko się śmiać. Bo co innego?

Dziękuję za poświęcenie mi czasu i że mogłam wziąć udział w tym projekcie.

24 maja 2010

35. Kasia, 25 lat, Wrocław

Nago. Nie wstydzę się siebie ani nie mam kompleksów. Dobrze czuję się w swoim ciele na golasa i czasami nawet łażę tak po domu w upalne dni. Nagość jest piękna... ale prywatna. Na tyle prywatna i moja, że nie mam ochoty dzielić się nią z całym światem. Wtedy przestałaby być moja ;P Poza tym ten widok zarezerwowany jest dla bardzo wyjątkowego pana, który też nie lubi się nim dzielić i biada każdemu kto się poważy podejść zbyt blisko z chęcią ujrzenia tego i owego ;) Mając takiego obrońcę czci niewieściej nic mi nie straszne :D

Lubię. Najbardziej na świecie lubię taniec :D I to bardzo konkretny, bo odtwórstwo tańców ze średniowiecza i renesansu z zachowanych traktatów (głównie włoskich i francuskich). Równie mocno lubię odtwarzać kulturę materialną i duchową owego okresu (czyli stroje czy przedmioty codziennego użytku) no i zamki. Wszystkie te zajęcia bardzo mocno ze sobą związane dają mi chyba najwięcej radości. Za każdym razem, gdy mam okazję uczestniczyć w imprezach historycznych lub historyzujących czuję się trochę jak w innym świecie, oderwana od rzeczywistości i codzienności. Czuję wtedy spokój, radość i harmonię i nigdzie nie muszę się śpieszyć ani niczym przejmować :) A w tańcu jak to w tańcu… euforię :D Ale tańca na zdjęciu się nie uwieczni. A przynajmniej nie tego (którego cały urok tkwi w drobnych szczegółach no i oczywiście w muzyce), więc pozostałam przy stroju ;)

Nie lubię. Nie lubię, a wręcz nie cierpię, kiedy ktoś jest napastliwy i agresywny. Albo kiedy wykonuje gwałtowne ruchy tuż przed moją twarzą, udaje, że się ze mną bije, tu szarpnie, tam trąci, uszczypnie, pociągnie za warkoczyk... szczeniackie, końskie zaloty. Nie lubię też damskich bokserów. To głupie i denerwujące. Pewnie też dlatego, że jestem straszliwie krucha i delikatna - ledwie się gdzieś dotknę i już mam siniaka, a co dopiero jak dostanę kuksańca z piąchy. Choćby dla tzw. "zabawy".

23 maja 2010

34. Colett, 19 lat, Zielona Góra

Nagość. Czuję się swobodnie ze swoją nagością, pomimo wszelakich fałdek, grudek i wszystkiego tego, co w moim ciele nie jest idealne. Nie umiem czuć się skrępowana nagością, więc gdyby było to możliwe, to i po ulicy latałabym nago. Na szczęście dla innych ludzi – nie jest to możliwe ;)
Poważnie mówiąc myślę, że przejmowanie się opiniami innych osób nie ma większego sensu, dlatego, że ludziom najczęściej przeszkadza w innych to, czego sami u siebie nie akceptują. Najważniejsze dla mnie jest to, że mojej ukochanej osobie odpowiadam taka, jaka jestem, aczkolwiek wiadomo, jak chyba każda kobieta uważam, że gdzieniegdzie mam za dużo a w innym miejscu za mało. Jednakże wychodzę z założenia, że każda niedoskonałość motywuje do dalszego rozwoju.

Lubię. Lato. Jesień, zima i nawet wiosną, są okresem dla mnie bardzo męczącym. Nie umiem wtedy porządnie wypocząć. Lato, kiedy robi się ciepło i przyjemnie jest najlepszym czasem. Lubię spędzać czas na słońcu, jednak czymś, co mogłabym robić praktycznie bez przerwy, to przebywanie nad wodą, zwłaszcza na wodzie, ale nie w wodzie ;) Niesamowicie mnie to relaksuje. Delikatne fale i promienie odbijające się od nich... Chyba nic więcej mi nie potrzeba, by odpocząć i niczym wokoło się nie przejmować.

Nie lubię. Za ciasnych, niewygodnych ubrań, zwłaszcza spodni i butów. Niekiedy bywa, że moja próżność, podsycana ogromnym samokrytycyzmem, bierze górę i wcisnę się w te ledwo dopinające się spodnie bo uważam w takim właśnie ubranku coś wygląda lepiej, ale przez cały czas marzę tylko o tym, by to zdjąć, zerwać z siebie, zmiażdżyć, pogryźć, wypluć, spalić i rozwiać na cztery strony świata.

13 maja 2010

33. Małgorzata, 20 lat, Poznań

Nago. Lubię i nie lubię. Są takie dni kiedy staję przed lustrem, prostuję się, wciągam brzuch i myślę sobie, że nawet fajne to moje ciało. Długie nogi, ładne dłonie, smukła szyja. Wtedy uśmiecham się do siebie, podobam się sobie. Niestety zdarzają się też dni, na przykład wtedy gdy mam tak zwany PMS, kiedy zauważam wszystkie swoje niedoskonałości, a to coś mi na twarzy wyskoczyło, a to jakoś blado wyglądam, o malutkich piersiach nawet nie wspominam. Niewątpliwie każdy ma kompleksy. Na pewno mogę powiedzieć, że nagości się nie boję. To, że pokazuje swoje ciało na sesjach zdjęciowych nie oznacza, że odsłaniam wszystkie karty. Każdy może zobaczyć moje ciało, lecz nie każdy zobaczy moją dusze.

Lubię. Etap w swoim życiu kiedy to dział się rock'n'roll. Koncerty, tanie wina, imprezy, znajomi, beztroska. Zawsze wiedziałam, że kiedyś z tego wyrosnę. Wszystko z czasem zamienia się we wspomnienia. Trochę tęsknie, jednak z drugiej strony to fantastycznie patrzeć na siebie i widzieć jak bardzo się zmieniło w tak krótkim czasie. Nauczyłam się, że przyszłość jest równie ważna jak teraźniejszość, że odpowiedzialność to dobra rzecz i że trzeba liczyć się ze swoją wątrobą, która niekoniecznie lubi komandosy. Lubię świadmość, że nie stoję w miejscu, tylko się rozwijam, że kształtują się moje poglądy. Nie mniej jednak tę koszulkę Gunsów nadal trzymam w domu, w końcu to prezent, pamiątka. Nigdy mi nie przeszkadzało że jest trzy numery za duża :) Lubię moje wspomnienia.

Nie lubię. Kobiecość. Nawet nie tyle, że nie lubię, po prostu się jej boję. Nie pasuje do mnie, jeszcze nie jestem na nią gotowa. Dopiero co wyrzuciłam podarte spodnie, stare trampki i dziurawą skórę. Wiem, że wkrótce ją odkryje w sobie, ale na tym etapie, na którym teraz jestem, ubieranie niewygodnych szpilek (przy moich 177 cm), obcisłych sukienek z pokaźnym dekoltem (gdybym jeszcze miała co podkreślać), to nie dla mnie. Jednak czuję, że powoli zaczynam się stawać kobietą, narazie zmiany te zachodzą w moim umyśle, kto wie może z czasem przeniesie się to na styl ubierania. Nigdy nie mów nigdy :)

4 maja 2010

32. Magda, 22 lata, Wrocław

Nagość. Przez wielu traktowana jako temat tabu, coś czego większość z nas się wstydzi… tylko właściwie dlaczego, skoro nago wszyscy wyglądamy tak samo? Wydaje mi się, że główną tego przyczyną są nasze kompleksy, niezadowolenie z własnego ciała… I właśnie dlatego zdecydowałam się wziąć udział w tej sesji aby przełamać pewne bariery i słabości. Nie ukrywam również, że przed samą sesją towarzyszył mi niepokój i niestety wstyd. Tak naprawdę stojąc zupełnie nago zdałam sobie sprawę jak ogromna jest różnica w dzieleniu się swoją nagością z osobą, której się pragnie i pożąda, a osobą, która emocjonalnie jest neutralna. Zadanie było dodatkowo trudniejsze, ponieważ po drugiej stronie obiektywu znajdował się mój szwagier. Ale jak widać można było się przełamać, a co najważniejsze warto było. Dzisiaj, czyli już po sesji jestem z siebie dumna, ponieważ wygrałam kolejną walkę z samą sobą i swoimi kompleksami. I to właśnie dzięki tym zdjęciom zdałam sobie sprawę, że jest mi teraz łatwiej zaakceptować siebie taką jaką jestem :-)

Lubię. Bielizna, dlaczego to właśnie mój ulubiony uniform? Odpowiedź jest chyba trochę zadziwiająca, ale to właśnie dzięki niej udało mi się uwolnić od kilku kompleksów. Jako kobieta biuściasta z rozmiarem 75 G miałam kiedyś niesamowity problem aby znaleźć jakąkolwiek bieliznę, która pasowałaby idealnie do mojego ciała. Tak też zrodziła się nienawiść do moich piersi. Niejednokrotnie spotykając się z komentarzem „też bym chciała takie mieć” chciało mi się zwyczajnie wymiotować ale z pokorą i milczeniem znosiłam takie opinie bo nie miałam siły tłumaczyć, że duży biust to duży problem i jeszcze większy ból zarówno psychiczny jak i fizyczny. Tak było kiedyś… sytuacja ta zmieniła się znacząco z chwilą, gdy znalazłam markę bielizny, której producenci nie zapomnieli o takich jak ja. Może to kogoś dziwić ale dla mnie nie jest ważne czy sprzątam mieszkanie w starych dresach i powyciąganej koszulce, czy też mam na sobie małą czarną, która zakładam tylko na wyjątkowe okazje. To właśnie świadomość, że mam na sobie bieliznę, którą lubię, a której przecież nie widać, czyni każdą czynność dnia codziennego zdecydowanie łatwiejszą, powiedzmy przyjemniejszą.

Nie lubię. Wydaje mi się, że zdecydowana większość dzisiejszych nastolatek zapytana o to co dzisiaj jest „modne” odpowiedziałaby, że to właśnie ona czyli „panterka”. Osobiście jestem zdania, że to przede wszystkim ubiór odzwierciedla naszą osobowość, pozwala wyrazić nam siebie. Idąc za głosem swojego przekonania jestem przeciwna wszelkim trendom w „modzie”, które według mnie działają jak maska, czyli zasłaniają to, kim tak naprawdę jesteśmy. Według mnie każdy powinien ubierać się tak jak lubi, tak jak jest mu wygodnie i z tego właśnie powodu „panterce”, która w ostatnim czasie stała się dla mnie symbolem czegoś „modnego”, stanowczo mówię NIE!

28 kwietnia 2010

31. Natalia, 20 lat, Kędzierzyn-Koźle

Nagość. Gdybym miała ciało modelki z pokazu Victoria's Secret... Nie czuję się komfortowo będąc ubrana jedynie w zapach swoich perfum. Być może wiąże się to z kompleksami, a może z powodu mojej fascynacji kulturą Japonii, gdzie odchylenie rękawa gejszy działało na mężczyzn niczym najlepszy afrodyzjak. Lubię rownież być tajemnicza, a odkrywając wszystko, tę tajemniczość tracę.

Lubię. Przebierać się, wcielać w różne postaci – stąd strój pielęgniarki. Uwielbiam wszelkiego rodzaju przebierane imprezy, gdzie można na chwilę stać się kimś innym, dobierać zachowanie do stroju. Po części jest on rownież związany z moimi studiami. Lubię odczuwać satysfakcję jaką daje praca w szpitalu i bezinteresowna pomoc ludziom. Lubię rownież czuć się kobieco, seksownie, a wielu osobom kojarzy się z tym seksowna pielegniarka :)

Nienawidzę nosić spódniczek mini, nie mogę się do nich przekonać. Zdecydowanie swobodniej czuję się w spodniach, wszelkiego rodzaju. Spódnice mnie krępują. Zbyt dużą uwagę muszę przywiazywać wtedy do wyglądu (czy kiedy idę za bardzo mi się nie podwinęła, trzeba też bardzo uważać choćby wysiadając z samochodu). Miniowkę chyba wymyslił mężczyzna żeby uprzykrzyć życie kobietom :)

24 kwietnia 2010

30. Sabina, 27 lat, Wrocław

Nagość. Co tu dużo pisać. Nagość jak nagość – nagie ludzkie ciało. Ciało to ciało, każdy je posiada. Prawą rękę, lewą nogę… chudą, grubą, koślawą, bez nogi... różnie bywa... długą szyję, wystające żebra, duże piersi, brak piersi, bez piersi... bywa różnie. Brzuch – płaski, browarowy, w ciąży itp.
Najlepiej być ponad ciałem. Ciało to tylko narzędzie prokreacji, czynnik łączący mężczyznę i kobietę, do wyboru do koloru, kto co lubi, grubych, chudych, za chudych, za grubych. Ciało – powierzchowność człowieka, układ danych genetycznych, coś z czym się rodzimy i musimy nauczyć się z tym żyć, mało tego – musimy to ciało polubić. Bez lubienia nie ma co liczyć na powodzenie w relacjach  damsko-męskich lub  jest depresja lub operacje plastyczne... Lubię swoje ciało, choć nieidealne,  jest moje i nie zamieniłabym go na żadne inne. Pełna akceptacja dla tych krągłości, brzuszka, nie chce mi się stosować diet... nie chce mi się katować by dążyc do odgórnych  kanonów piękna, które i tak są abstrakcją dla zwykłego człowieka, które są określone nie wiadomo przez kogo i po co... Ciało jak jeden z uniformów może być świadomie ukształtowane, może wynikać z nas samych, może być tylko maską za która stoi prawdziwe JA człowieka.

Lubię. Swobodę lubię, lubię być wolna, lubię czuć się kobieco i zarazem swobodnie, lubię naturalność, cenię spontaniczność, indywidualność, kreatywność. Lubię czasem bujać w obłokach i wyłączyć się z rzeczywistości, lubię odjechać i nie martwić się o jutro :) Lubię sny o lataniu… lubię żyć chwilą, strój niedbały lubię, luźny ale kobiecy. Lubię podwinąć sukienkę i pod wpływem emocji odlecieć gdzies w dal... bez celu… przed siebie... lubię...

Nienawidzę standardów, nienawidzę rutyny dnia codziennego, duszę się w standardowym trybie życia pt. „praca biurowa”. Nienawidzę bycia w określonym terminie na czas... pracy po godzinach nienawidzę, pracy na miarę nienawidzę, pracy gdzie dokładność i skrupulatność jest mile widziana. Z wykształcenia ARCHITEKT, nie umiem żyć na miarę, to mnie wykańcza, ciągła monotonnia, dopracowywanie szczegółow, dokładność... wygórowowane ambicje... temu zdecydowanie mówię NIE.

22 kwietnia 2010

29. Ewelina, 21 lat, Wrocław

Nagość. Żyję według określonych zasad. Jedna z nich mówi o tym, że w życiu należy być odrobinę tajemniczym. Dlatego też nie odsłaniam kart od razu, robię to w sposób umiejętny, stopniowy, trochę zawadiacki. Nie działam szybko i bezmyślnie, wolę trzy razy pomyśleć nad tym czy to co robię jest właściwe. Lubię ubrania zadziorne, odsłaniające kawałek brzucha, czy ledwo zakrywające pośladki. Ale w dalszym ciągu są to ubrania. Nagość przeznaczona jest tylko i wyłącznie dla mojego partnera.

Lubię. Odrobinę szaleństwa! Ludzie, którzy dopiero mnie poznają postrzegają mnie jako osobę poważną, dojrzałą, trochę do przesady i trochę... nudną. W rzeczywistości jednak lubię się bawić, śmiać, uświadamiać sobie, że tam w środku, we mnie, drzemią pokłady niewykorzystanej energii. Lubię robić rzeczy szalone, spontaniczne, niespodziewane. Z tą radością wiąże się również szczypta drapieżności. Lubię flirtować, kokietować, podobać się i działać na zmysły. Kobieca wulgarność [w postaci nie przesadzonej i od czasu do czasu] jest doprawdy całkiem fajna.

Nie lubię. Ludzi, którzy ściemnają. Udają sympatię do tych, których w rzeczywistości nie cierpią, zakładają maski by przy różnych ludziach odgrywać zupełnie inne role. Kłamią i udają kogoś, kim nie są. Nie lubię nieszczerości i skrzętnego ukrywania swoich emocji. W życiu nie lubię gier, ani przedstawień, nie lubię tego do czego trzeba założyć maskę i robić coś sprzecznego ze swoimi emocjami. Jestem sprawiedliwa i stanowcza. I chyba właśnie dlatego w przyszłości mogłabym zostać policjantką.

21 kwietnia 2010

Od autora słów parę.

Minęły 3 miesiące od startu projektu i chyba nadszedł czas na małe podsumowanie. Za chwilę liczba uczestników przekroczy 30 osób. Bardzo mnie to cieszy, naprawdę. Pojawiają się coraz ciekawsze historie, coraz bardziej interesujące charaktery.

Systematycznie rośnie liczba odwiedzin. Od 10 lutego, od kiedy uruchomiłem Google Analitics, blog ma już 6 tysięcy odwiedzin oraz ponad 16 tysięcy odsłon. Najwięcej czytelników było 18 kwietnia - 191 odwiedzin i 617 odsłon. Jak na tak mało znane przedsięwzięcie to bardzo dużo, więcej niż bym się spodziewał.

Chcę podziękować wszystkim sympatykom projektu, szczególnie tym, którzy wykazali się odwagą i wzięli w nim udział, nieraz dojeżdżając do mnie z odległych miast, poświęcając swój czas i pieniądze. Chcę podziękować także tym, którzy odwiedzają bloga w oczekiwaniu na nowe wpisy, także tym, którzy go komentują. Dzięki Wam wszystkim mam siłę i napęd by prowadzić ten projekt. Obiecuję, że prędko go nie zakończę :)

----

Chcę również zaprosić do udziału tych, którzy czytają bloga ale nigdy nie pomyśleli by wziąć udział w projekcie. Tych, którzy może się wstydzą. Tych, którzy chcą ale jeszcze się wahają. Jak sami widzicie projekt zaczyna wyglądać coraz poważniej. Dlaczego nie mielibyście spróbować? Nie ważne ile macie lat, nie ważne jak wyglądacie. Ważne są Wasze historie, Wasze motywacje, uzależnienia, pasje, marzenia, dramaty. Jednym słowem Wy.

Piszcie na adres kontakt(małpa)arekwojciechowski.pl

18 kwietnia 2010

28. Karolina, 26 lat, Oława

Nago, przed sesją. Jak każda kobieta chciałabym wyglądać pięknie nago. Marzy mi się żeby mieć zdjęcia, na których wyglądam jak modelka :). Chciałabym tego ale wiem, że bałabym się stanąć przed obiektywem całkiem nago. Podziwiam kobiety które są pewne swojego ciała, ja jednak wolę podkreślać swoje walory odpowiednio dobranym ubraniem, a nagość pozostawiam dla siebie i męża.

Nago, w czasie sesji. No cóż troszkę zmieniłam swoje podejście :). W czasie sesji zaskoczyłam samą siebie... kiedy ukrywałam swoje ciało czułam się jakoś tak nieswojo, jakbym co najmniej wstydziła się przed sobą samą. Pomyślałam – nie, to bez sensu. Dlaczego mam wstydzić się swojego ciała? Każda kobieta ma przecież to samo: ręce, nogi, piersi, pośladki – różnica jest tylko w rozmiarze, w jędrności itp. Moje podejście do nagości zmieniło się dzięki nowemu doświadczeniu, którym była właśnie ta sesja. Czułam się swobodnie i co najważniejsze dobrze. Nie stanę się przez to ekshibicjonistką, ale na pewno zacznę patrzeć na siebie łaskawszym okiem.

Lubię. Jestem wizażystką i lubię to co robię. Kiedy usiadłam i zaczęłam myśleć nad tym w czym lubię się najbardziej, od razu pomyślałam o moim uniformie w pracy. Pas z pędzlami – kiedy go zakładam czuję się jakoś tak, hmmm... wyjątkowo, profesjonalnie. Lubię się ładnie ubrać, kobieco itd. ale jednak najlepiej czuję się w pracy, kiedy mogę założyć na siebie swój pas z cudeńkami, otworzyć kufer z kosmetykami i być po prostu sobą... wizażystką.

Nie lubię. Kiedy patrzę na ten pulowerek to widzę całe zło mojego świata – moje studia. Na każdych egzaminach miałam właśnie ten przeklęty PULOWER. Czemu tak bardzo go nie lubię? Nie znosiłam swoich studiów, atmosfery która tam panowała i wszystkiego co wiąże się z tymi studiami, a ten PULOWEREK bardzo się z nimi wiąże i to z tą najgorszą ich częścią, z egzaminami.

16 kwietnia 2010

27. Dalia, 23 lata, Dąbrowa Górnicza

Nagość. Czy ją lubię? Raczej każdy się jej czasami wstydzi. Ale pozowanie nago pozwala przełamać pewne kompleksy. Wiem że lubię moje żeberka, niektórzy mówią, że wyglądam jak „anoreksja”, że jestem chuda… i że są okropne, ale lubię je… każdy ma swój świat :) Co tu więcej pisać… nie lubię pisać o sobie :P

Lubię sport dlatego biegam, tańczę… i jestem raczej szalona na codzień. Lubię jeździć na zawody biegowe, czuć to zmęczenie i mieć z tego satysfakcję, cieszyć się, że dobiegłam do mety, choć nieraz łatwo nie było. Tańczę jako cheerleaderka, lubię kibicować naszym koszykarzom bo mamy dużo wejść w czasie meczu, fajnie jest kiedy ludzie biją nam brawo.

Nie lubię pokazywać się w bieliźnie czy stroju kąpielowym, czuję się w niej po prostu dziwnie. Progi trzeba czasem przekroczyć… może i figurę mam tam „jakąś”, ale nie lubię tak po prostu, może to kompleksy… ale każdy raczej je ma.

15 kwietnia 2010

26. Aleksandra, 17 lat, Świdnica

Boję się nagości. Tam nie ma miejsca na poprawki. Wstydzę się siebie jak każdy, widzę wady, których inni nie dostrzegają. Gdy chodziłam do podstawówki byłam gruba, miałam pyzatą buzię i fryzurę a'la pudel. Wszystko czego potrzeba aby rówieśnicy ci uprzykszyli życie. Ogromne kompleksy w związku z moją tuszą spowodowały, że miałam problemy z jedzeniem. Teraz jestem szczuplejsza, wyładniałam, ale panicznie boję się nagośći. Z moimi szerokimi barami czuję się jak kulturystka. Zdaje mi się, że mogłabym wywołać lęk moja posturą, nie wyglądam na kogoś kim się można zaopiekować, a wcale nie jestem silna i niezależna. Pracuję nad swoją sylwetką, ale nie da się poprawić wszystkiego, dlatego muszę się oswoić ze swoim ciałem i zaakceptować je. Nago jedynie sypiam. Mam nadzieję, że któregoś dnia przebiję się przez mój kokon z wdziękiem motyla.

Lubię ubierać się kobieco. Kocham zwłaszcza elementy garderoby zarezerwowane tylko dla pań. Sukienki, spódnice, gorsety, szpilki potrafią zdziałać cuda z sylwetką. Podkreślić atuty i ukryć wady to cała sztuka. Duży wpływ na mój ubiór ma moja siostra, która zawsze była taktowna, niewieścia, delikatna. Lubię klasyczną biel i czerń łączyć z wyrazistymi kolorami jak czerwień, zieleń czy fiolet. Czasami dodaję swoje 5 groszy do ubrań, nadaję im nowy charakter, aczkolwiek mistrzynią igły i nitki nie jestem ;) Momentami zdaje mi się, ubiór jest jedną z niewielu form mojego uzewnętrzniania się.

Nienawidzę wręcz sportowego stroju, spodni z krokiem w kolanach, szerokich koszulek i adidasów. Jest mi niezmiernie niewygodnie w tych wygodnych ubraniach. Obszerny materiał powoduje, że czuję się przytłoczona, jakbym tonęła. Jedyne co mnie zmusza do takiego stroju to wf (on sam mi się nie najlepiej kojarzy już z samego faktu, że jestem totalną sierotą). Szelest spodni między nogami doprowadza mnie do szewskiej pasji. Duże T-shirty skutecznie maskują talię, a i płaskie buty uroku nie dodają. W efekcie mamy konusa z przykrótkimi nogami i ogólnie zachwianymi proporcjami sylwetki.

14 kwietnia 2010

25. Andrzej, 61 lat, Warszawa

Nagość. Nie będę opowiadał o dojrzewaniu... może powiem tylko, ze byłem niewysoki i dziecinnie wyglądałem jako nastolatek. Odkąd skończyłem mniej więcej 20 lat zapomniałem o tym nastolatku. Jako student ASP, czasem pozowałem nago swoim koleżankom i kolegom. Czułem się zupełnie naturalnie. By opowiadać o człowieku trzeba akceptować całą jego osobę... także fakt, ze jest ssakiem :-) By być sobą... podobnie. A potem, przez wiele lat spędzałem wakacje nad morzem... na plaży, na piasku... w rodzinnej i przyjacielskiej grupie nagich ludzi. Były tam kobiety, mężczyźni, dzieci, matki, ojcowie, bracia, kuzynowie, psy... do dzisiaj nie lubię mieć majtek na plaży! Powiem też szczerze... nago wyglądam nieźle... takie skromne stwierdzenie :-) Ale myślę, że to zasługa zdrowego trybu życia... polecam: Jem co lubię, piję co lubię, palę bo lubię... żadnych sportów, poruszam się tylko samochodem i mam siedzącą pracę.
Jeśli zaś chodzi o pozowanie nago... jestem tu przeciwnikiem kastrowania mężczyzn na zdjęciach! FACECI POWINNI MIEĆ FIUTA!!! Mowię tu o naturalnych ujęciach mężczyzny w roli, dosyć zresztą rzadko mu nadawanej... w roli Człowieka.

Lubię... i to można zobaczyć na wielu zdjęciach... lubię kapelusz. Nie jest on dla mnie ciepłym nakryciem głowy... to jakiś mój symbol luzu, zabawy, spektaklu! Noszę go zawsze  w  czasie wakacji, podróży... lub na sesjach. I lubię marynarkę... szczególnie tę jedną, czarną, sztruksową, miękką i luźną, a do tego cała reszta, też zazwyczaj czarna... pasuje to do mojej białej brody. Lubię też krawaty, nie by je używać na codzień.... kolekcjonuję je. Różne wzory, różne kolory, karnawał ....szukam w lumpexach takich bardziej oryginalnych, pięknych choć niepraktycznych... często śmiesznych. Jeśli już, wychodząc na jakąś bardziej oficjalną imprezę, zakładam krawat z mojej kolekcji...  spotykam sie często z podziwem, zwłaszcza młodych kobiet :-) Mówią: Twój krawat jest... odlotowy, zajebisty, śliczny, cudny. Lubię wino i lubię dużo palić.
 
Nienawidzę. Nie znoszę paradować w Majtkach, Kapciach i Pidżamie. Kapcie zwane też pantoflami, bamboszami, wsuwkami. Więc śpię nago... tak, jak jestem na plaży. Nie daj Boże być w szpitalu... tam wymagają pidżamy... więc w szpitalu, z upokorzenia i rozpaczy, już po 2-3 dniach... umrę! Więc oto ja.... w majtkach, slipach plażowych lub bieliźnianych... nie, najlepiej będzie w pidżamie... ale musi być ona typowa, właśnie szpitalna. Ma być tak okropna, jak sie tylko da. Było o nią trudno, ale udalo mi się wypożyczyć ze szpitala wojskowego. Mam też taką jedną wyjątkową, tę lubię.... jest czarna, w delikatny, jasny prążek... to jakby lekki garnitur, pasuje nawet do białej koszuli... ale nie dam sie w niej sfotografować w tym temacie :-)

24. Agnieszka, 25 lat, Sosnowiec

Nago. Truizmy wszyscy znamy, że jest, że narodziny, że intymność, że jedyna prawdziwa własność. Nagość jest tak naturalna, a budzi tak ogromne emocje czego nie jestem w stanie pojąć. Jak wszystko, co nieodzwone, co bliskie, staje się narzędziem poniżenia, zawłaszczenia, kpiny, uwielbienia, wielkich emocji. Do tego dziwne mody, jak nagie ciało ma wyglądać, jak nie - potworne i niezrozumiałe dla mnie. Sama w sobie nagość jest poniekąd nijaka, choć bywa ciekawa jako środek ekspresji, kiedy każdy inny uniform zaczyna przeszkadzać, pozostaje jako ostatni.

Uwielbiam gotyk. Ze wszystkich istniejących uniformów wybrałam bardzo świadomie właśnie ten, ponieważ niesie ze sobą wartości, które są mi bardzo bliskie. Wszystko to, co znajduje się na peryferiach kultury europejskiej, cała siatka implikacji tworzona od wieków. Gotyk to nie subkultura, to bardzo bogata kultura i szata estetyczna. Mogę ją ściągnąć, lecz pewien, ten właśnie sposób odczuwania świata pozostaje we mnie. Czarna koronka, długie suknie, syntetyczne włosy, gorsety, błyszczący lack, koturny, fishnety budzą uśmiech na mojej twarzy i czułość, w kwestii uniformów to dla mnie po prostu piękno. W długiej czarnej sukni lub lateksowej mini czuję się sobą, czuję się swobodnie.

Nienawidzę trendów. Mody. Narzucania ideałów piękna z góry. Założyć mogę wszystko, ale wyglądając jak 80% ludzi na ulicy czuję się tylko trybikiem w maszynie, czymś kierowanym odgórnie, jakimś konstruktem narzucanych implikacji. Zwyczajnie w modnym uniformie czuję się okropnie! Interesuję się modą, żeby umieć flirtować z nią i umieć zadać jej bolesny cios, i nie daj bogini być modną. Na myśl o tym co "kobiece", co wypada, co nie wypada, co zmniejszyć, co powiększyć, jaka "spodobam się mężczyznom i wzbudzę zazdrość kobiet" ogarnia mnie pusty śmiech. Teraz modne są ramoneski, szkoda, schowam je na dnie szafy na parę sezonów.

28 marca 2010

23. Patrycja, 25 lat, Wrocław

Dziubecka nago. Zawsze chciałam mieć „melony” :). Jako nastolatka borykałam się z wielkim kompleksem małych piersi. Teraz, jako dorosła kobieta lubię swoje ciało i lubię swoje piersi. Nie jestem jednak zwolenniczką publicznego pokazywania swojej nagości. Moja nagość jest zarezerwowana dla osoby najbliższej mojemu sercu, dla mojego męża. A melony stały się dla mnie symbolem wyzwolenia z kompleksów i pełnej akceptacji swojego ciała.

Uwielbiam sportowe emocje. Kibicowaniem zaraził mnie mój ukochany, który kilka lat temu zabrał mnie na mecz naszych szczypiornistów. Atmosfera jaka panowała w hali była niesamowita. Hałas, przyśpiewki i ogromna radość z każdej zdobytej bramki zaczarowały mnie… Wyszłam z hali z wysokim poziomem endorfin i ze zdartym gardłem. Kibicowanie wciągnęło mnie do tego stopnia, że teraz nie potrafię odmówić sobie przyjemności obejrzenia w telewizji meczu szczypiornistów czy siatkarzy. Zakładam swoją koszulkę, trzymam mocno kciuki i drę się wniebogłosy kiedy nasi wygrywają.

W górę serca Polska wygra mecz!
Polska wygra mecz!
Polska wygra mecz!


Nienawidzę wszystkich ubrań, które musiałam wyrzucić z powodu przytycia! To nie jest takie proste uświadomić sobie, że ciało, które do tej pory było smukłe i szczupłe, schowało się pod płaszczem zbędnych kilogramów i już go nie widać… Musiało minąć trochę czasu zanim przyznałam sama przed sobą, że przytyłam. Teraz jestem na etapie mocnego postanowienia poprawy i zamierzam zrzucić parę kilo. Z ciuchów, w które moje cztery litery już się nie mieściły, zostawiłam sobie tylko te spodnie. Będą one miarą mojego sukcesu – powrotu do dawnej sylwetki. I to jest mój manifest odchudzania.

24 marca 2010

22. Anita, 23 lata, Wrocław

W niczym nie jest ci tak do twarzy, jak w niczym.
Maurice Donnay

Nagość. To jedyny uniform którego nie możemy z siebie ściągnąć.To jedyny uniform w którym się rodzimy i w którym umieramy. Ten uniform zmienia się z czasem. Dojrzewa jak soczysta pomarańcza w słońcu, Kwitnie jak egzotyczne kwiaty hibiskusa, z czasem przekwita. Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Gdy patrzymy w lustro nie możemy się wyprzeć tego jak wygląda nasze ciało. Możemy je zaakceptować bądź nie. Z nagością wiąże się piękno. Żyjemy w czasach, w których dąży się do ideału. Zewsząd, z gazet, z bilboardów, z prasy, reklam krzyczą do nas hasła „bądź piękna”. Kobieca gonitwa za byciem piękną, zgrabną i idealną. Dziś może jeszcze w Polsce nie na taką skalę jak w Stanach Zjednoczonych. Artystą jest nie fotograf, malarz, poeta, który ukazywał kobiece piękno. Jest nim chirurg plastyczny. To przykre, że wiele kobiet nie potrafi stawić czoła starości, nie potrafi zestarzeć się godnie, nie potrafi pokochać siebie taką jaką się staje. Można powiedzieć, że ciało staje się strojem, który daje dowolnie modelować. A więc nagość, co za tym idzie ciało łączy się problemem tożsamości osobowej. Piękno łączymy z dobrem, ze szczęściem. A więc ta kobieca gonitwa za pięknem to nic innego jak gonitwa za szczęściem. Myślę, że każda z nas bierze w tym udział.Ty, ta Pani i ja. Nagość jest piękna. To najpiękniejszy uniform jaki dostaliśmy od życia. Kiedyś nie potrafiłam spojrzeć w lustro na nagą siebie. Wydawało mi się, że mam za chude nogi, za chude ręce, żebra mi widać, tu coś nie tak, tam coś nie tak. Od kilku lat jestem przez kogoś kochana i szczęśliwa jak nigdy przedtem, jestem w 4 miesiącu ciąży i noszę w sobie drugie życie i czuję się fantastycznie. Patrzę w lustro i uśmiecham się do siebie. Czuję się jak ta dojrzewajaca na słońcu pomarańcza, o której wcześniej pisałam. Soczysta, dojrzała, pachnąca słońcem i szczęściem. Taka chciałabym zostać do końca swoich dni, takiego uczucia życzę każdej kobiecie!

Uwielbiam moje znoszone jeansy i tę bluzkę. Dlatego, że te ubrania mają swoją historię. W tej bluzce byłam na najwspanialszych wakacjach w moim życiu, na Majorce.Pojechaliśmy w czwórkę. Ja oczywiście zabrałam sukienki na kilka okazji, setki bluzek, bluzeczek, koszulek, koszuleczek itd. Byliśmy tam tacy szczęśliwi, że nie w głowie było nam przebieranie się. Kąpaliśmy się, upijaliśmy się, tańczyliśmy i śmialiśmy się do białego rana. Korzystaliśmy z życia tak intensywnie, że przez 23 lata jeszcze mi sie nie zdarzyło tak intensywnie cieszyć się z czegoś. Na Majorce nikt nie przejmuje się w czym jesteś ubrana/y. I tak się stało, że moim uniformem na Majorce był albo strój kąpielowy i gołe stopy albo właśnie ta bluzka i porwane krótkie jeansowe spodenki :D Wszyscy są wyluzowni i uśmiechnięci. Wszyscy śpiewaja coś pod nosem, siestują na okrągło i krzyczą Ci „dzień dobry” z daleka. Dla mnie to kraina szczęśliwości! Nigdy nie zapomnę tych wakacji. I dlatego tak lubie tą bluzkę ubierać. Kiedy jest mi trochę smutniej wtedy wkładam Majorkański unifrom i od razu mi lepiej, mam wrażenie, że Tengo la sensacion de que el tiempo no pasa.

Nie lubię nijakości. Nie lubię szarości, a ten sweter właśnie taki jest. Ni w pięć ni w dziewięć. Tu za krótki, tam za długi. A może po prostu do siebie nie pasujemy? Nie lubię ubrań, które na mnie wiszą. Wyglądam wtedy i czuję się mało atrakcyjnie. Lubię ubrania które są uszyte z jakichś miłych dla skóry materiałów. Muszą być kolorowe i roztańczone. Muszą do mnie pasować. To może już ściągnę ten sweter? Może już teraz zapozuję nago? ;-)

18 marca 2010

21. Teresa, 19 lat, Wrocław

Nago czuję się swobodnie. Jest to dla mnie rzecz naturalna. Gdy byłam mała wstydziłam sie swojego ciała. Byłam niskiego wzrostu i wyglądałam jak pyza. Teraz gdy jestem dorosłą kobietą nie wstydzę się. Jestem jaka jestem i nie obchodzi mnie zdanie innych co na mój temat mówią. Najważniejsze jest to, że ja samej sobie się podobam.

Najbardziej lubię nosić sukienki, gdyż czuję się w nich swobodnie. Podkreślają one moją kobiecość i dają pełną swobodę ciału. Gdybym mogła to nosiłabym je na co dzień lecz niestety niektóre pory roku są mało sprzyjające dla tego typu stroju.

Nienawidzę nosić za dużych rzeczy pokrywających całe ciało niczym zbroja rycerza. Czuję sie wtedy nieatrakcyjnie i mało kobieco. Ten strój pozbawia mnie energii. Za duże ubrania ograniczają swobodę ruchu czyniąc je zarazem niezgrabnymi.

17 marca 2010

20. Natalia, 21 lat, Wrocław

Nago lubię przebywać ze swoim chłopakiem. Nie przypominam piękności urodzonej w Photoshopie, ale lubię swoje nagie ciało i nie zadręczam się myśleniem o skórce pomarańczowej na udach. Gdyby mi tam urósł kaktus, to na pewno bym się przejęła. Mój chłopak zawsze powtarza, że kocha mnie taką jaką jestem. Dzięki jego zapewnieniom dobrze się czuję w swojej skórze i chętnie bym pozowała do aktów, gdyby nie... on. Jest pod tym względem bardzo zazdrosny, nie może znieść myśli, że inny mężczyzna (nawet fotograf) będzie mnie oglądał w stroju Ewy. Szanuję jego uczucia, dlatego nie zapozowałam nago. Trochę żałuję, ale chociaż pod jednym względem muszę być grzeczną dziewczynką.

Lubię być sobą. Po prostu. Wydaje mi się, że znalazłam własny styl, na który złożyły się czarne ciuchy, kolczyki, kolorowe włosy. Jest mi dobrze ze sobą, nie muszę nikogo udawać pod względem stroju i zachowania. Gwiżdżę na modę i konwenanse. Lubię zwracać na siebie uwagę i często spotykam się z pozytywną reakcją. Niestety, bywało też że ściągnęłam uwagę mniej przychylnie nastawionych osób. Głównie z tego powodu zrezygnowałam z chodzenia po Wrocławiu w 20 centymetrowych koturnach (ciężko w nich wziąć nogi za pas). Dlatego bardzo miło wspominam pobyt w Niemczech, gdzie mało kto ocenia po wyglądzie, a zaczepki się nie zdarzają. W Polsce często spotykam się z szufladkowaniem ludzi, nadawaniem im etykietek. Przez to, że wyglądam inaczej, muszę się dwa razy więcej starać aby udowodnić swoją wartość. Jednak brak tolerancji, konserwatywność otoczenia, czy krzywe chodniki to nie powód, by zrezygnować z bycia sobą.

Nie lubię, wręcz nienawidzę strojów formalnych. Organicznie nie cierpię białej koszuli, która jest dla mnie synonimem dopiętej na ostatni guzik formalności. Zwykle należy się ubrać w białą koszulę w sytuacji z definicji stresującej – na egzamin, rozmowę o pracę, do urzędu. Ja mam wtedy podwójny stres – ,,sytuacyjny” i związany ze strojem. Czuję się jak włożona w czyjąś skórę, wszystko mnie uwiera, nie poznaję się w odbiciach. Oczywiście, mam na to sposoby. Białą koszulę zastępują czarną i nie żałuję dodatków w moim stylu. Od razu lepiej mi się zdaje wszystkie egzaminy :)

4 marca 2010

19. Aleksandra, 21 lat, Wrocław

Nagość w moim domu nigdy nie była tematem tabu. Są momenty, kiedy nie jestem z mojego ciała zadowolona, natomiast nie czuję się skrępowana, gdy ktoś, nawet przypadkiem, zobaczy mnie nago. Interesujące jest, że swobodniej czuję się rozebrana przed obcą osobą, niż przed kimś bliskim. Wynika to chyba z tego, że dla kogoś ważnego dla mnie chcę wyglądać idealnie, natomiast zazwyczaj nie obchodzi mnie, jak postrzegają moje ciało obce osoby.

Lubię czarne proste ubrania. Są klasyczne, ale niezobowiązujące. Uważam, że dobrze podkreślają figurę i nadają się na każdą okazję. Czerń noszę na co dzień, zarówno do pracy, jak i na imprezę.

Nienawidzę za ciasnych, krępujących ruchy, tandetnych ciuchów, które nosiłam jako nastolatka. Wtedy wydawało mi się, że bluzka ledwo zakrywająca piersi jest bardzo sexy, a spodnie, w których wszystko wypływa górą, bardzo wygodne. Do dziś mam w swojej szafie takie ubrania ponieważ, z sentymentu, nie potrafię się ich pozbyć.

2 marca 2010

18. Kuba, 24 lata, Jelenia Góra

Nagość jest dla mnie czymś zupełnie naturalnym. Jeśli tylko nie spodziewam się gości, ganiam po domu albo nago, albo jedynie w koszulce. Żyję według idei, którą sprzedał mi dobry znajomy – wszelkiego rodzaju szwy i szmatki krępują naczynia krwionośne. Z nagością również często spotykam się na moich sesjach. Uczę się fotografii, a szczególnie upodobałem sobie temat aktu.

Lubię. Magdę lubię. Lubię kiedy jesteśmy razem, sami w domu. Lubię kiedy możemy się w siebie wtulić. Wtedy nie jest nam potrzebny żaden uniform.

Nienawidzę. Ogólnie nie przepadam za eleganckim strojem, a w szczególności za moim starym, sztucznym i straszliwie elektryzującym się garniakiem. Wisi w szafie tylko z jednego powodu – może się kiedyś przyda, może do fot…