6 grudnia 2010

59. Agnieszka (aka Wanilianna), 34 lata, Leszno

WANILIANNA nie chciała się do końca obnażać (ale to zrobiła, a co!) - uważam bowiem, iż bielizna więcej odkrywa niż zasłania, w związku z czym kobieta staje się bardziej intrygująca - ubrana, a jednocześnie w pewnym sensie naga. Z racji wieku nie jestem wstydliwa, jednakże mam swoje kompleksy, jak każdy z nas, ale czy to ma być hamulcem w naszym życiu? Jeśli kobiety lubią być fotografowane nago, to chwała im za to, jeśli lubią się tatuować lub kolczykować i chwalić się tym całemu światu, to ich sprawa. Nienawidzę hipokryzji, pruderii i obłudy – jeśli krytykujemy, to  bądźmy konstruktywni, nie cierpię gdy przez opluwanie i nieuzasadnioną agresję hamujemy czyjeś zamiłowania, poczucie wolności – oczywiście, jeśli nie jest to krzywdzące dla innych.

WANILIANNA bardzo lubi ponadczasowe stroje z lat 40-tych i 50-tych: sukienki, bluzki, spódnice, halki, bullet bras, girdles, gorsety, buty na wysokim obcasie i wiele jeszcze innych wspaniałości.  Kocham nylonowe pończochy! Ogromnie! To mój największy fetysz. Gdy mam je na sobie czuję się jak ryba w wodzie. Dają mi uczucie komfortu, czuję się w nich elegancko, kobieco, seksownie. Ponad to jestem wielbicielką pasów do pończoch, ale tylko tych z metalowymi zapięciami! Uwielbiam być ściśnięta gorsetem, która modeluje mi talię na kształt klepsydry.
Jestem kobietą, więc lubię czuć się seksownie – dodaje mi to pewności siebie, świadomości zalet, jakie ma każda z nas. Lata 40- i 50-te to czas, kiedy kobieta była kwintesencją dobrego stylu, dobrego smaku. Moda tamtych czasów to jak wspaniała limuzyna lub najdroższy szampan Dom Perignon.

WANILIANNA nie lubi wielu rzeczy. Mam alergię na rajstopy, leginsy i baleriny. A! Nie znoszę narzucanych z góry trendów mody. Jednakże wybierając się do Arka na Uniformy, natknęłam się na moją koszulę nocną, która była zakupiona „z okazji” mojego pobytu w szpitalu. Postanowiłam się przemóc i założyć ją na siebie… Za każdym razem, jak tam lądowałam, miałam właśnie tę nieszczęsną koszulę. W szpitalu nie ma miejsca na elegancję, na komfort… Tam jest tylko cierpienie, ból, smutek, nasze ciało jest przeraźliwie przedmiotowe, fizjologiczne, faszerowane kroplówkami, narkozami, lekarstwami – jest jednym z cierpiących ciał, które okala naszą psychikę, która jeśli jest silna, upora się i przetrwa trudny czas i pozwoli wznieść się na wyżyny.

12 komentarzy:

matlas pisze...

Fajna stylizacja.

Wioletta pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Wioletta pisze...

Przepiękne zdjęcia, zwłaszcza to stylizowane na lata 40-te, pozdrawiam

wanilianna pisze...

Ale fajnie! :-) Pozdrawiam jeszcze raz Ciebie Arku i Twoją wspaniałą żonę:-)

Yba pisze...

Bardzo fajna sesja.

Arkadiusz Wojciechowski pisze...

Dziękujemy Waniliano :) Miło było poznać.

Anonimowy pisze...

Jak dla mnie zdecydowanie za dużo "psychologizowania"

piperyna pisze...

jednak 30stki są smaczniejsze;)
rzeczywiście widać że stylizacja ci niesamowicie pasuje;)

wanilianna pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
werner pisze...

@piperyna
wiek tu nie ma znaczenia
kobieta - jeśli komuś smakuje - smakuje zawsze tak samo :)
jak przestaje smakować, to znaczy że nigdy nie smakowała, bo albo się lukrowała sztucznie, albo ktoś kłamał, że takie lubi :)

Atalia Gross pisze...

Z tym szpitalem... zawsze nasuwa mi się ta przykra XX-wieczna percepcja śmierci i choroby, odrzucenie istnienia cierpienia i przeniesienie go w sferę medyczną (vide Aries). Cholernie smutne, bo wtedy właśnie choroba staje się upokarzająca, jak i pidżamka. W pidżamkach tkwi jakaś niemoc.

Anja pisze...

Piękne zdjęcia Wanilianny :)