15 lutego 2011

75. Magda, 20 lat, Wrocław

Nagość. Do niedawna była dla mnie swoistym tematem tabu. Dziś spokojnie mogę stwierdzić, że sporo zmieniło się w tej kwestii. Jestem osobą wrażliwą na piękno, na sztukę. Mam duszę artysty. Ludzkie ciało jest doskonałe w swej istocie i jeśli nie jest to przedstawione w wulgarny sposób, czemu go nie uwieczniać na fotografiach? Lubię swoje ciało, uważam że jest piękne. Ale nie wiem czy wynika to z mojej małomiasteczkowości (co pomyśleliby rodzice, znajomi, rodzina) czy z tego, że chyba nie do końca czuję się pewnie ubrana w „nic”. Moje ciało to moja świątynia. I stąd ten swoisty „manifest”. Nie jestem obiektem wystawowym, który może pooglądać każdy. Pooglądać i zostawić, nie zastanawiając się nawet co kryje się w jego wnętrzu, które przecież jest najistotniejsze w człowieku. „Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”.

Lubię słońce. Lubię muzykę, która nadaje mojemu życiu sens. Lubię czekoladę i moje niesforne, rude włosy, które przy najmniejszej odrobinie wilgoci zmieniają się w małe sprężynki. Lubię ten beztroski śmiech dzieci bawiących się gdzieś pomiędzy szarą i nudną rzeczywistością przytłaczających blokowisk. Lubię, gdy jakiś nieznajomy uśmiechnie się do mnie na ulicy. Tak po prostu. Z czystej ludzkiej życzliwości, przekaże mi tą pozytywną iskierkę, która nadal pozwala mi wierzyć w to, że ludzie mają dobre serca i że naprawdę warto żyć. Bo kiedy świat zawiruje w głowie, gdy słońce odbije się tęczą w źrenicach, gdy dłonie zakwitną jasnym gestem, wtedy jakże bardzo chcemy żyć.

Nie lubię różu, cekinów, piórek, brokatu i wszystkiego co błyszczy i migoce. Obce są mi dekolty do pępka, sztuczna opalenizna, doklejone pazurki i strzępek materiału zawieszony gdzieś w okolicach bioder zwany potocznie „mini”. Może uznacie to za przejaw jakiejś fobii albo ograniczenia, ale ja po prostu nie trawię takiego sposobu zwracania na siebie uwagi. Nie cierpię sztuczności i ukrywania się pod swego rodzaju maską (dosłownie i w przenośni) przerysowanych, słodziutkich zachowań, które nie są naturalne dla żadnego człowieka. Szkoda, że wszystkie te „królowe” nie mogą choć raz wyjść z siebie, stanąć obok i zobaczyć, jak karykaturalne jest to, co robią.

11 komentarzy:

Lederg pisze...

Właśnie dzisiaj skończyłem zapoznawać się z tym blogiem, który odkryłem przypadkowo dosyć niedawno. Od razu zaznaczę, że pomysł jest naprawdę dobry i bardzo ciekawy, mimo tego, że... No właśnie. Dlatego najpierw doceniłem tę ideę żeby nie było wątpliwości, co o tym sądzę ogólnie. Jednak mam wątpliwości (w moim mniemaniu dosyć zasadne), że jak do tej pory żadna z modelek i żaden z modeli tak naprawdę nie zaprezentował się nago. Dziwne to co tu mówię prawda? Może tak jak zwykle to ze mną bywa wszyscy stwierdzą, że się czepiam no ale cóż, trudno taki już jestem. Moje wątpliwości co do autentycznej nagości biorą się mianowicie stąd, że każda osoba sfotografowana bez ubrania prezentuje się niejako zahaczając o artyzm lub celowo do tego dążąc w tym rozumieniu, że odcienie szarości i gra światła i cieni na nagim ciele ukrywa prawdziwą nagość i rozmazuje faktyczną brzydotę nagiego ludzkiego ciała. Jesteśmy zwierzętami nie posiadającymi bardzo gęstej sierści, piór czy łusek. Mamy tylko nagą skórę, która musimy chronić w ubraniach przed warunkami atmosferycznymi i fizycznym urazem. Ta skóra jest brzydka ze swoimi przebarwieniami, znamionami, grudkami, ranami, bliznami i pojedynczymi włosami. Dlatego wydaje mi się, że o nagości można mówić tylko i wyłącznie wtedy gdy mielibyśmy do czynienia ze zdjęciami kolorowymi zrobionymi przy pełnym rozproszonym oświetleniu. Bez podciągania tego pod sztukę, bez poz (zresztą jak autor bloga pisał w komentarzach to w zamyśle nie mają być klasyczne akty).Chciałbym wiedzieć co autor sądzi o moim zdaniu. Zastanawiam się także czy za wyjątkiem profesjonalnych czy półprofesjonalnych modeli, któraś z osób dałaby tak właśnie prawdziwie nago się sfotografować oraz pozwoliłaby takie zdjęcia tu umieścić.
Pozdrawiam
Łukasz

PS: A Magda naprawdę super 2 zdjęcie tylko może zbyt radykalnie o "królewnach" bo przecież one taki mają gust i to Ciebie mogą postrzegać jako bezguście w kwestii mody.

Arkadiusz Wojciechowski pisze...

W zamyśle moim było tak fotografować aby w jak najmniejszym stopniu wnosić do tych zdjęć tzw. "artyzm". Ustawiłem jedno światło, takie samo dla wszystkich zdjęć, uprościć środki techniczne tak, aby nie odwracały uwagi od tego co najważniejsze, od portretowanych osób. Nie chciałem mimo wszystko aby były to zdjęcia z policyjnej kartoteki. Z koloru zrezygnowałem świadomie. Wydawało mi się, że czarno-biała fotografia będzie bardziej neutralna, ale może rzeczywiście masz rację. Komuś może się ona kojarzyć z tą lepszą, "artystyczną", tylko czy to źle? Sam nie wiem.

Staram się ludzi namawiać na unikanie pozowania ale każdy z nas ma to we krwi i niełatwo się z niego ot tak otrząsnąć. Z drugiej strony myślę, że to pozowanie jest też jakimś rodzajem prawdy o tych ludziach. Przychodzą do mnie z tym co chcą pokazać i o sobie opowiedzieć. Pozują i piszą tak jak potrafią i to ich określa. Staram się wpływać na nich w stopniu jak najmniejszym, korygować minimalnie, nie negować pomysłów jeśli nie wykraczają poza ramy projektu. Każdy z uczestników decyduje czy chce coś udawać czy być autentycznym, to chyba nawet dość łatwo rozpoznać i niekoniecznie jest to rzecz zła.

Co do profesjonalności modeli, były u mnie może dwie, może trzy osoby, które w jakiś sposób powiązane są z zawodowym modelingiem. Cała reszta to kompletni amatorzy. Niektórzy owszem pozują ale raczej zabawowo i rekreacyjnie. Jest kilku fotografów, jest też sporo osób "z ulicy", którzy sami się do mnie zgłosili.

Niektóre występujące tu osoby są wstydliwe, stąd takie operowanie światłem żeby zachować nieco intymności i ukryć w cieniu szczegóły anatomii. Wydaje mi się, że i tak lepiej dla nas, obserwatorów i czytelników jeśli model skryje nieco swojego wstydu w cieniu niż ma się zasłaniać różnymi, często dziwnymi przedmiotami. Nie jest to projekt dla ekshibicjonistów i naturystów, prawo do udziału mają również osoby, które swą nagość mają niejako "upośledzoną".

Wydaje mi się, że odpowiedzią na Twój postulat prawdziwie nagiej fotografii może być notka Kasi
http://mojeuniformy.blogspot.com/2010/11/52-kaska-aka-piperyna-przedwsie.html

Wioletty,
http://mojeuniformy.blogspot.com/2011/02/72-wioletta-30-lat-wrocaw.html

drugiej Kasi,
http://mojeuniformy.blogspot.com/2011/02/70-kasia-21-lat-wabrzych.html

jeszcze jednej Kasi,
http://mojeuniformy.blogspot.com/2010/12/61-kasia-krakow-21-lat.html

albo Łukasza,
http://mojeuniformy.blogspot.com/2010/12/62-ukasz-wrocaw.html
żeby już głębiej nie szukać. To są ludzie prawdziwie otwarci i może właśnie dlatego warto ich docenić na tle pozostałych.

Dziękuję za obszerny i ciekawy komentarz, bardzo mnie on ucieszył.


pozdrawiam serdecznie

Wioletta pisze...

Moim zdaniem zdjęcia, jakie robi Arek oddają całą prawdę o nas - uczestnikach bloga, a blizny i niedoskonałości widac jak najbardziej - choćby u mnie (blizna po wyrostku, czy nierówne piersi).

Wioletta pisze...

Aaa - i dla mnie to był pierwszy raz przed profesjonalnym obiektywem ;-).

Lederg pisze...

Zgadzam się że widać jakieś mankament skóry uczestników tego projektu ale wydaje mi się, że z tymi zdjęciami jest podobnie jak z filmem Barry Lyndon Stanley'a Kubrick'a. Widzimy bohaterów, scenografię ale z jakiegoś powodu ciągle odnosimy wrażenie, że to jakieś takie nierzeczywiste jest i nie chodzi tu bynajmniej o szafarz historyczny. Coś w tym sposobie ukazywania świata nas dystansuje od wczucia się w przeżycia bohaterów. Po dokładniejszym przyjrzeniu się obrazowi dochodzimy do wniosku, że ten skądinąd znakomity film jest nakręcony w specyficzny sposób ponieważ ujęcia nie posiadają głębi. Kamera przy nagrywaniu pracowała w taki sposób aby wywołać efekt "płaskości" obrazu. Podobnie jest z tą nagością na tym blogu - niby jest ale jednak ukrywa się w odcieniach szarości, jest zawoalowana nutką artyzmu. Oczywiście jak najbardziej szanuję odwagę uczestników projektu, gdyż zdaję sobie sprawę, że faktycznie musieli się rozebrać przed obcą osobą. A co do profesjonalnych modeli i modelek to chodziło mi jedynie o to, że w swojej pracy nie raz czy dwa byli fotografowani w kolorze i tak prezentowani, nie mając z tym żadnych problemów (przecież taką mają pracę). Natomiast wydaje mi się, że dla osoby "niemodela" aby dać się sfotografować nago musi być do tego działania przypięta łatka "akt" a więc jakaś forma sztuki. Może przesadzam w swoim radykalizmie ale wydaje mi się, że jeśli ma być mowa o nagości to totalnej (poznajemy przecież jakąś część osobowości uczestników) to dlaczego chować się za jakąś manierą przy pokazywaniu ciała - choć to może także ma współgrać z cząstkowym poznaniem osobowości danej osoby. A może tak jak autor odpisał jednak nie da się człowiekowi narzucić aby nie pozował do zdjęcia, bo przecież tak jakoś większość ludzi ma, że zawsze przed obiektywem próbuje schować prawdziwego siebie.
Co do Pani tryptyku Pani Wioletto to faktycznie muszę oddać sprawiedliwość, że Pani wygląda bardzo naturalnie nawet na 2 zdjęciu. Bez pozowania, lecz ta szarość...
Pozdrawiam
Łukasz

Anonimowy pisze...

Orientujecie się może czy takich kobiet jest więcej ? Jeśli tak to gdzie je mogę znaleźć ?
Pozdrawiam uwiecznioną nr 75, oraz autora zdjęć :)

Arkadiusz Wojciechowski pisze...

@ Ladenberg
Nie chcę na siłę bronić swojej koncepcji bo może masz rację z kolorem ale mam wrażenie, że czarnobiałość fotografii łączysz z jakimś "artyzmem", a jej kolorowość z powszechnością. Nie wiem… Zrobiłem te zdjęcia czarnobiałymi bo tak mi łatwiej, tak widzę świat i nie potrzebowałem tu żadnego koloru. Gdybym potrzebował, pewnie użyłbym go.

Wydaje mi się, że doprowadzenie obrazu do jakiejś przyzwoitości jest konieczne, nie chciałem tu robić na siłę fotografii "brzydkiej", jak już ją wcześniej nazwałem "z policyjnej kroniki", z fleszem wycelowanym prosto w twarz modela. Dla mnie wtedy byłaby to maniera.

Wydaje mi się, że robię zdjęcia zwykłe, bez picowania, bez retuszowania, nie ma winiety tak przez wielu lubianej i nadużywanej, nie ma podkręconego kontrastu. Jedyna ingerencja to konwersja na BW. Kiedy patrzę na nie w kolorze są dla mnie nie do przyjęcia, zbyt krzykliwe.

BTW, Ledeberg, zapraszam Cię do siebie, może pokażesz nagość totalną. Mówię poważnie.


@Anonim
O jakich kobietach piszesz?

Lederg pisze...

Witam,

W kwestii czarnobiałości zdjęć tu prezentowanych chciałbym dodać jeszcze jedną rzecz, iż ja nie łącze jakoś specjalnie fotografii czarnobiałych z „artyzmem”, tak po prostu się już przyjęło, że na wakacjach, imprezach czy po prostu na jakichś spacerkach ludzie robią zdjęcia kolorowe odkąd aparat fotograficzny na tyle został rozpowszechniony, że nie trzeba było ustawiać ostrości kręcąc obiektywem a po prostu wyjąć kompakcik z kieszeni (z załadowanym kolorowym filmem) i pstryknąć fotkę od tak. Następnie oczywiście maszyneria w Kodaku do wywoływania i jazda w album. A zdjęcia czarnobiałe? Czy kiedykolwiek spotkał się Pan z takim przypadkiem, że ktoś ładował czarnobiały film do kompaktowego aparatu? Albo że szarego obywatela interesowała przed przygotowaniami na wyjazd na wakacje czułość kliszy? Zdjęcia czarnobiałe dlatego są kojarzone z artyzmem, bo tylko ludzie o zacięciu artystycznym nadal je robili kiedy świat opanowały aparaty kompaktowe a filmy kolorowe stały się tańsze od czarnobiałych. Ale dość już tych dywagacji, bo oczywiście każdy z nas ma jakieś tam swoje zdanie na ten temat.
cdn...

Lederg pisze...

Co do mojego uczestnictwa w Pana projekcie to muszę podziękować za propozycję i odmówić z kilku powodów, które bez jakiegoś systematyzowania wymienię:
1 – prawie każdy ma jakąś tam rodzinę (i nie jest ważne jak jest konserwatywna) ale podejmując decyzję o pokazaniu się publicznie nago można urazić swoich bliskich nawet wtedy kiedy z obojętnością rzucili w dyskusji „A rób sobie co chcesz, to twoje ciało i twoja sprawa.” Jest to oczywiście jakiś stereotyp w myśleniu ale uraz emocjonalny najbliższych jest faktyczny. Wiem to, bo mimo, że mam dosyć liberalnych rodziców dostrzegłem jak cierpieli kiedy podpisywali papiery dotyczące mojego wystąpienia z kościoła. Pozostaje pewien niesmak po obu stronach. Jeśli się naprawdę kocha i szanuje swoich najbliższych to wtedy bierze się również ich zdanie pod wzgląd, co jednak nie powinno zabijać prawa do wyboru (w sensie jeżeli coś jest dla kogoś naprawdę ważne to należy znaleźć jakiś kompromis)
2 – nie widzę realnej potrzeby prezentowania się nago. Nie dostrzegam żadnych profitów jakie mogło by mi to przynieść. Nagie ludzkie ciało to po prostu nagie ludzkie ciało – organizm w sensie biologicznym. Najczęściej od strony ontologicznej widok takiego ciała nic nie wnosi do wiedzy o danym człowieku (no chyba, że są jakieś ogromne blizny, anomalie w budowie czy na skórze, tatuaże składające się z ciągu cyferek na brzuchu czy przedramieniu lub z rzadka jakieś inne najczęściej z inicjałami – bo reszta to tylko maniera – albo siniaki czy inne ślady po znęcaniu się fizycznym). O nagości i swoim stosunku do niej mogę mówić kiedy byłbym zapytany, ale nie wiem jaki miałby być cel umieszczania jeszcze do publicznego wglądu swoich rozbieranych zdjęć. Pokazywanie się nago z opisem swojego stosunku do nagości to dla mnie zbyt błahy powód aby przełamać chociażby powód nr 1
3 – jestem młodym człowiekiem i myślę o przyszłości często dlatego nie mogę wykluczyć, że stanę się jutro, za miesiąc, za rok czy 10 lat osobą publiczną – artystą, wykładowcą, politykiem czy jednym z urzędników w radzie miejskiej (wiadomo, tylko krowa nie zmienia poglądów). Znane są nam realia polskiej obyczajowości. Pan na pewno się często z tym spotkał realizując swój projekt. Dlatego też nie zamierzam spalić się na przedbiegach tym, że chciałem w internecie powiedzieć, co sądzę o nagości przypieczętowując to zdjęciami swojego nagiego ciała. Oczywiście jest jakaś grupa w społeczeństwie która niejako ma przyzwolenie na pokazywanie się na przysłowiowego golasa (poniekąd tzw. celebryci ale jak wiadomo to jest tylko marketing a nie sztuka, no i jeszcze aktorzy oraz modele i modelki) ale ja nie należę póki co do żadnej z nich (choć nie ukrywam, że fascynuje mnie taniec butoh)
cdn...

Lederg pisze...

4 – jestem z drugiego końca Polski i w zasadzie nie mam czego i kogo szukać w Breslau.
5 – pewnie jeśli mój komentarz-powieść zostanie przez innych użytkowników przeczytany to padnie stwierdzenie, że się najzwyczajniej wstydzę, dlatego od razu chcę odpowiedzieć na ten zarzut. Oczywiście jak znakomita większość uczestników tego projektu nie uważam żebym posiadał interesujące pod względem klasycznych proporcji ciało (z perspektywy baroku było by jeszcze gorzej) ale nie wstydziłbym się pokazać swojego nagiego ciała np. tańcząc butoh czy grając w sztuce, która faktycznie potrzebowałaby nagości (nie ma nic gorszego w teatrze niż golizna dla rozgłosu, szukania sensacji, braku pomysłu na sztukę, czy po prostu z powodu miernoty intelektualnej reżysera).
Tak więc dla tych powodów które się zazębiają nie wezmę udziału w tym projekcie poza oczywiście śledzeniem kolejnych wpisów.

Pozdrawiam
Lederg

Arkadiusz Wojciechowski pisze...

Drogi Ledebergu,

Przepraszam, że dopiero teraz Ci odpisuję ale dawno nie zaglądałem do komentarzy, po prostu niemam ostatnio za dużo wolnego czasu. Oczywiście rozumiem Twoje stanowisko w sprawie i nie nalegam.

Twój argument o czarno-białych filmach i aparatach kompaktowych jak najbardziej rozumiem i jego wagę przyjmuję.

Pozdrawiam i mam nadzieję na kolejne Twoje komentarze.